Czesław Nowak – opozycjonista, działacz Solidarności, więzień stanu wojennego – odebrał Order Orła Białego z rąk prezydenta RP. Portal wbijamszpile.pl postanowił porozmawiać nie tylko o medalu, ale o cenie, jaką się płaci za wierność Polsce. To rozmowa o gdańskim porcie, więzieniu, papieżu i o tym, co zostało z ducha Solidarności.
Maciej Naskręt: Co pan pomyślał w chwili, gdy prezydent przypinał panu order? Była duma czy raczej powrót do dawnych czasów?
Czesław Nowak: Najpierw wróciły obrazy. Westerplatte. Współpraca z Karolem Nawrockim, kiedy odbierał miastu teren, gdzie są groby obrońców. Jeździłem z nim do komisji sejmowej. Popierałem go. Widziałem, jak wydobyto szczątki 9 westerplatczyków. To była wielka sprawa. Przez lata nikt o to nie zadbał. On doprowadził do tego, że powstał cmentarz.
Później przypomniał mi się benefis w Filharmonii. Około 100 osób. Przemówienia. On jako szef IPN też tam był. Znam go długo. Szanuję go. On mnie też szanował. Dlatego ten moment był dla mnie ważny. Mam 88 lat. Więcej już się nie spodziewam. Ale dla dzieci i wnuków to zostanie.
MN: Wróćmy do portu. Tam zaczęła się pana droga.
Czesław Nowak: Po służbie w WOP podjąłem pracę w Porcie Gdańskim. Najpierw jako robotnik. W 1964 roku, po maturze, zostałem brygadzistą dźwigowym. Miałem pod sobą 40 operatorów. Ludzie wiedzieli, kim jestem.
Byłem bezpartyjny. W tamtych czasach to miało znaczenie. Dlaczego tylko partyjni mieli być w związkach? Ludzie wywalczyli, by bezpartyjni też mogli kandydować. Zostałem wiceprzewodniczącym.
W 1976 roku władza chciała zmienić konstytucję. Wpisać kierowniczą rolę partii i wieczystą przyjaźń ze Związkiem Radzieckim. Na zebraniu mieliśmy rozmawiać o podwyżkach. Sekretarz partii przyszedł z listą poparcia zmian. Sprzeciwiłem się. Następnego dnia zakazano mi chodzić po wydziale. Czekali, aż skończy się moja kadencja.
Uratowały mnie wydarzenia w Radomiu i Ursusie – strajki robotników. Komitet wojewódzki bał się, że rozruchy przeniosą się do Gdańska. Gdyby mnie wtedy ruszyli, mogło być gorąco także na Pomorzu.
MN: Przełomowym momentem była pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do Polski. Też Pan tak uważa?
Czesław Nowak: Tak. Rok 1979 był dla mnie bardzo ważny. Papież przyleciał do Polski. To był moment, który trudno dziś zrozumieć komuś, kto tego nie przeżył.
Wystąpiłem wtedy o przydział autokaru. Chciałem zorganizować wyjazd dla ludzi z portu. Miałem zapisanych 27 operatorów dźwigowych z mojej brygady. To nie była mała liczba. Dla porównania w stoczni Anna Walentynowicz zebrała 18 osób. U nas było więcej.
Władza patrzyła na to z niepokojem. Wyjazdy na spotkania z papieżem nie były mile widziane. Ale pojechaliśmy. Pojechaliśmy do Gniezna. Widziałem coś, czego wcześniej nie widziałem. Ludzie szli kilka kilometrów pieszo. Śpiewali pieśni religijne. Po obu stronach drogi stały służby, było obstawienie. A mimo to ludzie szli spokojnie, z przekonaniem.
Zobaczyłem wtedy inną Polskę. Taką, której nie było w telewizji. Nie było jej w oficjalnych przemówieniach. To było społeczeństwo, które się budziło.
MN: Co pan wtedy pomyślał?
Czesław Nowak: Pomyślałem, że coś z tego będzie. Że to nie jest jednorazowe wydarzenie. Że rodzi się nowa Polska. Widziałem jedność ludzi. Nie było podziału na robotników, inteligencję czy rolników. Byli razem.
To był moment przełomowy. Rok później powstała Solidarność. Dla mnie te wydarzenia są ze sobą połączone.
MN: Rok 1980 to był chyba rozkwit pan działalności na rzecz portu?
W sierpniu 1980 roku zaczęliśmy organizować się w porcie. Jako doświadczony związkowiec wiedziałem, jak to robić. Nie dopuściłem, by inne, kontrolowane przez władzę związki przejęły inicjatywę.
Do końca roku 98 proc. załogi portu należało do Solidarności. To nie jest liczba z sufitu. To był fakt. Wydawaliśmy gazetę. Spotykaliśmy się z ministrem żeglugi w Szczecinie w sprawie karty portowca. Ludzie zaczęli postrzegać związek jako prawdziwego reprezentanta.
To była dobra robota. Konkretna. Bez fajerwerków.
MN: A jak to było w czasie Stanu Wojennego?
13 grudnia 1981 r. wszystko się zmieniło. Port Gdański strajkował najdłużej na Wybrzeżu. Władza napuściła na nas marynarkę wojenną. Spacyfikowano port. Na każdy rejon przysłano komisarza.
Mnie skazano na 4,5 roku więzienia. Odsiedziałem 15 miesięcy. Wyszedłem 25 kwietnia 1983 roku. Amnestia była związana z wizytą papieża. Papież stawiał warunek. Będzie amnestia, to przyjadę. Tak było także w 1987 roku.
W więzieniu człowiek ma czas na myślenie. Ja wiedziałem jedno. Nie można się złamać.
MN: Jak to wszystko znosiła rodzina?
Czesław Nowak: Żona była nauczycielem matematyki w Gdańsku. Sekretarz partii w szkole, były pułkownik, zapytał dyrektora, co ona jeszcze robi w pracy, skoro Nowak siedzi za “Solidarność”. Chcieli ją zwolnić. Dyrektor powiedział jasno, że jest dobrym nauczycielem i nie ma nic wspólnego z polityką. Obronił ją.
Córka była w liceum. Jej nauczycielka historii została też internowana. Cała klasa, 18 osób, pojechała ją odwiedzić do więzienia pod Bydgoszczą. W efekcie nie zdali matury i musieli ją powtarzać. Tak wyglądała cena solidarności.

MN: Czy o takie miasto Gdańsk, takie jak dzisiaj pan walczył?
Czesław Nowak: Nie. Uważam, że Europejskie Centrum Solidarności nie spełnia swojej roli. Sama nazwa budzi mój sprzeciw. To powinno być Centrum Solidarności. Solidarność dotyczy całego kraju. Nie była projektem europejskim, tylko polskim ruchem społecznym. Nie zgadzam się również z formą niektórych wydarzeń organizowanych przy ECS. W ubiegłym roku odbywały się tam potańcówki za bramą. Uważam, że miejsce związane z narodzinami Solidarności powinno mieć charakter poważny i upamiętniający.
Zaproponowałem, aby w ECS została ustawiona figura Jana Pawła II. Figura pozostała po budowie pomnika papieża i Ronalda Reagana. Zwróciłem się z tą propozycją do dyrektora. Otrzymałem odpowiedź odmowną. Usłyszałem, że nie chcą tam takich symboli. Moim zdaniem w miejscu poświęconym Solidarności powinny być wyraźnie obecne postacie Jana Pawła II, księdza Jerzego Popiełuszki oraz pułkownika Ryszarda Kuklińskiego. To osoby, które miały realny wpływ na walkę o niepodległość.
Nie chodzę do ECS. Nie korzystam z tej instytucji. Uważam, że wykorzystano dorobek Solidarności w sposób, który nie oddaje w pełni jej charakteru. ECS wypożyczył postulaty Solidarności i do tej pory ich nie zwrócił. Dla mnie to istotna sprawa, ponieważ postulaty są symbolem historycznym, a nie elementem wystroju.
W 2012 roku postawiliśmy pomnik Jana Pawła II i Ronalda Reagana. Od tamtego czasu przedstawiciele miasta nie złożyli pod nim kwiatów. Pod pomnikiem Anny Walentynowicz sytuacja wygląda podobnie. Odbieram to jako brak należytego szacunku dla symboli.
MN: Czego oczekuje Pan od współczesnej Polski?
Czesław Nowak: Sprawiedliwości. W 1993 roku założyliśmy Stowarzyszenie „Godność”. Jednym z głównych postulatów było rozliczenie sędziów stanu wojennego. Uważaliśmy, że osoby, które wydawały wyroki na działaczy Solidarności, powinny ponieść konsekwencje.
Do dziś wielu z tych sędziów nie zostało rozliczonych. Część z nich nadal funkcjonowała w wymiarze sprawiedliwości. To jest dla mnie sprawa zasadnicza. Podczas mojego procesu prokurator żądał dla mnie 4 lat więzienia oraz 4 lat pozbawienia praw publicznych za organizowanie strajku po wprowadzeniu stanu wojennego w Porcie Gdańskim. W trakcie rozprawy padło pytanie o mój rzekomy udział w demontażu pomnika na Westerplatte. Odpowiedziałem, że akt oskarżenia obejmuje wydarzenia od 13 grudnia, a nie wcześniejsze. Nie zamierzałem odpowiadać na pytania wykraczające poza sprawę.
Sędzia za ten wtręt podniósł mi wyrok o pół roku. Ostatecznie zostałem skazany na 4,5 roku więzienia.
Dziś obserwuję sytuację, w której przywracane są emerytury funkcjonariuszom służb. Mówi się o naprawianiu krzywd. Jednocześnie osoby skazane w stanie wojennym przez lata musiały dochodzić odszkodowań przed sądami. W mojej ocenie proporcje zostały odwrócone. Ci, którzy wydawali wyroki, nie ponieśli konsekwencji w takim zakresie, jakiego się domagaliśmy jako środowisko.
MN: Czego dziś najbardziej brakuje w życiu publicznym?
Czesław Nowak: Duchowej więzi między państwem, patriotyzmem i wiarą. Dwóch moich stryjów walczyło w 1920 roku z bolszewikami. Z małej wioski na wojnę poszło 5 ludzi. Jeden zginął. Apel Witosa odczytał ksiądz w kościele. Chłopi, często niepiśmienni, szli walczyć o Polskę. To był patriotyzm.
Ja od 14 roku życia chodziłem pieszo do Częstochowy. W stanie wojennym jeździliśmy do księdza Popiełuszki. Kościół był oparciem dla państwa Polskiego, dla Polaków. Chciałbym, by ta więź dziś była równie silna.

MN: Order Orła Białego zamyka klamrą pana życie?
Czesław Nowak: Order Orła Białego niczego nie zamyka. Nie działałem dla medali. Rozważamy przywrócenie solidarnościowych marszów 11 listopada. W tym roku przypada 250. rocznica powstania Stanów Zjednoczonych. Planujemy wydarzenie przy pomniku Reagana i papieża.
Miałem 2 operacje. Nie biegam już tak szybko. Ale działam. Jak Bóg da to jeszcze o mnie usłyszycie.
MN: Gdyby miał pan znów 20 lat, co by pan sobie powiedział?
Czesław Nowak: Nie zmarnowałeś życia.
To ostatnie zdanie wybrzmiewa najmocniej. Bez patosu. Bez wielkich słów. Człowiek, który przeszedł przez więzienie, szykany i polityczne naciski, nie potrzebuje dekoracji. Wystarczy mu świadomość, że stał po właściwej stronie.
Order Orła Białego to najwyższe odznaczenie państwowe w Polsce. Został ustanowiony w 1705 roku przez króla Augusta II Mocnego i od tamtej pory jest symbolem szczególnego uznania dla osób wybitnie zasłużonych dla Rzeczypospolitej. Przyznawany jest za wybitne osiągnięcia w służbie państwu i narodowi – zarówno w kraju, jak i poza jego granicami. Otrzymują go osoby, które w sposób trwały wpisały się w historię Polski poprzez działalność publiczną, społeczną, naukową lub wojskową.
Po odzyskaniu niepodległości order został przywrócony jako najwyższe odznaczenie II Rzeczypospolitej, a obecnie nadawany jest przez Prezydenta RP jako Wielkiego Mistrza Orderu. To wyróżnienie o wyjątkowym znaczeniu symbolicznym – znak, że państwo polskie uznaje czyjąś służbę za szczególną i ponadprzeciętną. Otrzymanie Orderu Orła Białego jest traktowane jako jedno z najwyższych możliwych uhonorowań w życiu publicznym.

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.






