Podwyżki cen biletów SKM i PKM wywołały w Trójmieście prawdziwą burzę. Od 1 marca pasażerowie płacą więcej i nie kryją złości. Pasażerowie zgłosili petycję. W sieci ruszyło zbieranie podpisów pod cofnięciem zmian. Dla wielu to nie kosmetyka, ale realny cios w domowy budżet.
Ceny wzrosły wyraźnie i odczuwalnie. Ze Śródmieścia Gdańska do Wrzeszcza bilet kosztuje teraz 7 zł zamiast 5,50 zł. Do Sopotu 9 zł zamiast 7,70 zł. Do Gdyni Głównej 11 zł zamiast 9,60 zł. Bilet miesięczny zdrożał o około 50 zł.
Dla osoby dojeżdżającej codziennie do pracy oznacza to wydatek rzędu 300 zł miesięcznie. W skali roku to kilkaset złotych więcej. Przy minimalnym wynagrodzeniu taka kwota przestaje być drobiazgiem. To konkret, który trzeba wyjąć z kieszeni.
Za podwyżki odpowiada Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego, a więc Mieczysław Struk z Koalicji Obywatelskiej.

Rosnące koszty, rosnące emocje
W komentarzach nie ma eufemizmów. Pasażerowie piszą o „brutalnej” podwyżce. Pojawiają się głosy o oderwaniu od realiów życia. Ludzie pytają wprost, za co mają płacić więcej. Bo rzeczywistość codziennych dojazdów bywa daleka od folderów reklamowych. W godzinach szczytu pociągi są przepełnione. Zdarzają się opóźnienia. Komfort nie zawsze idzie w parze z ceną.
Warto zauważyć, że podwyżka dotknęła także bilety miesięczne. To one są podstawą dla pracowników i studentów. Dodatkowe 50 zł miesięcznie to 600 zł rocznie. Dla wielu rodzin to rachunek za prąd przez kilka miesięcy.
Czytaj więcej: Podwyżka ceny biletów kolejowych na Pomorzu – kolejna w 1,5 roku
Pasażerowie zgłosili petycję – mają konkretne postulaty
W odpowiedzi na podwyżki pojawiła się internetowa petycja. Jej autorzy domagają się cofnięcia stawek do poziomu z 2023 roku. Ich zdaniem obecne ceny są zbyt wysokie w porównaniu z kosztami jazdy samochodem. To jednak nie tylko sprzeciw. W petycji znalazło się kilkanaście postulatów. Jednym z nich jest powołanie Pomorskiego Integratora Transportowego. Chodzi o wspólną organizację transportu dla regionu.
Autorzy wskazują na rozwiązania z Austrii i Słowacji. Proponują bilet regionalny w cenie około 250 zł miesięcznie, obejmujący szeroką siatkę połączeń kolejowych i autobusowych. Postulują też rozwój autobusów wojewódzkich oraz ujednolicenie systemu sprzedaży biletów.
Co istotne, pojawia się także postulat dofinansowania infrastruktury i taboru bez przerzucania kosztów na pasażera. To sedno sporu. Kto ma płacić za rozwój transportu publicznego?
Na godz. 9 10 marca petycję podpisało około 400 osób.
Zobacz: Olszynka czeka na dialog z prezydentem Gdańska. Spotkanie w ostatniej chwili
Co dalej z cenami?
Na razie nie ma zapowiedzi cofnięcia podwyżek. Nowy cennik obowiązuje i nic nie wskazuje na szybkie zmiany. Jednak skala emocji pokazuje, że temat nie ucichnie. Transport publiczny to kręgosłup metropolii. Każda decyzja cenowa dotyka tysięcy osób. Dlatego rozmowa o taryfach nie może odbywać się ponad głowami mieszkańców.
mn






