Podwyżki cen biletów SKM i PKM wywołały w Trójmieście prawdziwą burzę. Od 1 marca pasażerowie płacą więcej i nie kryją złości. Pasażerowie zgłosili petycję. W sieci ruszyło zbieranie podpisów pod cofnięciem zmian. Dla wielu to nie kosmetyka, ale realny cios w domowy budżet.
Aktualizacja:
Do dyskusji o cenach biletów włączyli się politycy. Poseł Kacper Płażyński stwierdził na wtorkowej konferencji prasowej, że przy obecnych kosztach transportu publicznego i paliwa „najlepiej jest biegać”. Jak dodał, z Gdańska do Gdyni – przy dobrej kondycji – można dobiec w około godzinę.
Najlepiej biegać. W Gdańsku, na Pomorzu nie opłaca się jeździć transportem publicznym. Samochodów nie polecamy, no bo to są jednak spaliny – powiedział.
Radni zwracają uwagę na możliwe źródła oszczędności. Wskazują m.in. na system FALA, który w budżecie województwa na ten rok ma zagwarantowane ponad 27 mln zł. Ich zdaniem część tych środków można byłoby przeznaczyć na utrzymanie niższych cen biletów.
Do systemu FALA dokłada się nie tylko samorząd województwa, ale także miasta Gdańsk i Gdynia oraz inne samorządy – przypomina radny Andrzej Skiba.
Ceny wzrosły wyraźnie i odczuwalnie. Ze Śródmieścia Gdańska do Wrzeszcza bilet kosztuje teraz 7 zł zamiast 5,50 zł. Do Sopotu 9 zł zamiast 7,70 zł. Do Gdyni Głównej 11 zł zamiast 9,60 zł. Bilet miesięczny zdrożał o około 50 zł.
Dla osoby dojeżdżającej codziennie do pracy oznacza to wydatek rzędu 300 zł miesięcznie. W skali roku to kilkaset złotych więcej. Przy minimalnym wynagrodzeniu taka kwota przestaje być drobiazgiem. To konkret, który trzeba wyjąć z kieszeni.
Za podwyżki odpowiada Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego, a więc Mieczysław Struk z Koalicji Obywatelskiej.

Rosnące koszty, rosnące emocje
W komentarzach nie ma eufemizmów. Pasażerowie piszą o „brutalnej” podwyżce. Pojawiają się głosy o oderwaniu od realiów życia. Ludzie pytają wprost, za co mają płacić więcej. Bo rzeczywistość codziennych dojazdów bywa daleka od folderów reklamowych. W godzinach szczytu pociągi są przepełnione. Zdarzają się opóźnienia. Komfort nie zawsze idzie w parze z ceną.
Warto zauważyć, że podwyżka dotknęła także bilety miesięczne. To one są podstawą dla pracowników i studentów. Dodatkowe 50 zł miesięcznie to 600 zł rocznie. Dla wielu rodzin to rachunek za prąd przez kilka miesięcy.
Czytaj więcej: Podwyżka ceny biletów kolejowych na Pomorzu – kolejna w 1,5 roku
Pasażerowie zgłosili petycję – mają konkretne postulaty
W odpowiedzi na podwyżki pojawiła się internetowa petycja. Jej autorzy domagają się cofnięcia stawek do poziomu z 2023 roku. Ich zdaniem obecne ceny są zbyt wysokie w porównaniu z kosztami jazdy samochodem. To jednak nie tylko sprzeciw. W petycji znalazło się kilkanaście postulatów. Jednym z nich jest powołanie Pomorskiego Integratora Transportowego. Chodzi o wspólną organizację transportu dla regionu.
Autorzy wskazują na rozwiązania z Austrii i Słowacji. Proponują bilet regionalny w cenie około 250 zł miesięcznie, obejmujący szeroką siatkę połączeń kolejowych i autobusowych. Postulują też rozwój autobusów wojewódzkich oraz ujednolicenie systemu sprzedaży biletów.
Co istotne, pojawia się także postulat dofinansowania infrastruktury i taboru bez przerzucania kosztów na pasażera. To sedno sporu. Kto ma płacić za rozwój transportu publicznego?
Na godz. 9 10 marca petycję podpisało około 400 osób.
Zobacz: Olszynka czeka na dialog z prezydentem Gdańska. Spotkanie w ostatniej chwili
Co dalej z cenami?
Na razie nie ma zapowiedzi cofnięcia podwyżek. Nowy cennik obowiązuje i nic nie wskazuje na szybkie zmiany. Jednak skala emocji pokazuje, że temat nie ucichnie. Transport publiczny to kręgosłup metropolii. Każda decyzja cenowa dotyka tysięcy osób. Dlatego rozmowa o taryfach nie może odbywać się ponad głowami mieszkańców.
mn





