W Sopocie sezon zaczyna się wcześniej, niż wielu turystów zdąży rozłożyć parawan. Od 10 kwietnia wejście na molo znów będzie płatne. Tak pozostanie do 30 września. Miasto nie podnosi stawek, ale też ich nie obniża. Spacer nad wodą ma swoją cenę – i w 2026 roku pozostaje ona taka sama jak wcześniej.
Opłaty na molo w sezonie 2026 wyniosą dokładnie tyle, ile w 2025 r. Bilet normalny kosztuje 10 zł, ulgowy 5 zł. Władze Sopotu uznały, że to poziom do utrzymania, mimo rosnących kosztów utrzymania infrastruktury.
Płatny okres obejmuje niemal pół roku – od 10 kwietnia do końca września. Poza tym czasem wejście jest bezpłatne. W praktyce oznacza to, że wiosną i latem każdy turysta musi doliczyć do budżetu kilka złotych za możliwość przejścia 458 m nad wodą.
Dla wielu to drobiazg. Dla czteroosobowej rodziny już wydatek rzędu 30–40 zł za jedno wejście, w zależności od przysługujących ulg. Jeśli ktoś przyjeżdża na tydzień i chce zajrzeć na molo kilka razy, robi się z tego kwota, którą widać w portfelu.
Czytaj też: Sopot przeszedł rebranding marki za 600 tys. zł. Nowe logo
Kto wejdzie za darmo
Mieszkańcy Sopotu posiadający aktywną Kartę Sopocką nie płacą. To stały element lokalnej polityki – molo ma być dostępne dla tych, którzy żyją tu przez cały rok. Bezpłatny wstęp przysługuje również dzieciom do trzeciego roku życia oraz osobom z niepełnosprawnościami, które nie ukończyły 26 lat.
Posiadacze Karty Turysty otrzymają 20 proc. zniżki. Dostępne będą też bilety rodzinne, grupowe oraz tańsze wejścia dla seniorów. Miasto podkreśla, że oferta jest elastyczna, choć podstawowa cena pozostaje niezmienna.
W sezonie kluczowe jest jedno: uniknąć kolejek. Bilety można kupić w kasach, ale też w biletomatach ustawionych przed wejściem. Działa sprzedaż internetowa przez stronę molo.sopot.pl oraz punkty informacji turystycznej. W lipcu różnica między zakupem online a staniem w słońcu potrafi wynieść kilkadziesiąt minut.
511 metrów drewna
Sopockie molo liczy 511,5 m długości. Z tego 458 m prowadzi nad wodą, reszta nad plażą. Najszersza część, tzw. patelnia, znajduje się w całości nad piaskiem i często zamienia się w scenę plenerowych wydarzeń.
Szerokość konstrukcji waha się od 10 do 26 m. Drewniane elementy opierają się na sosnowych palach o średnicy od 30 do 60 cm, wbitych w dno nawet na 12 m. Podkład tworzą deski o grubości 6 cm i długości sięgającej 780 cm. To nie jest lekka konstrukcja sezonowa, tylko poważna infrastruktura, która wymaga stałej konserwacji.
Utrzymanie takiego obiektu nad słoną wodą kosztuje. Deski trzeba wymieniać, pale kontrolować, całość regularnie zabezpieczać. Kilkaset tysięcy złotych rocznie na prace techniczne nie jest kwotą przesadzoną. Opłaty za wstęp są jednym z filarów finansowania.
Spacer, który stał się symbolem pobytu w Sopocie
Molo to wizytówka miasta. Turyści robią tu zdjęcia, zakochani przypinają kłódki, dzieci karmią mewy. Mieszkańcy traktują to miejsce bardziej zwyczajnie – jak przedłużenie deptaka. Sam widziałem kiedyś starszego pana, który codziennie o tej samej godzinie przechodził całą długość pomostu i wracał. Bez pośpiechu, z rękami założonymi za plecami. Dla niego to nie była atrakcja, tylko rytuał.
Opłaty na molo w sezonie 2026 nie wywołają raczej burzy. Cena 10 zł nie odstrasza masowo turystów. Pytanie dotyczy raczej granicy – jak długo symbol kurortu będzie dostępny za rozsądną stawkę, a kiedy stanie się luksusem dla przyjezdnych. Na razie Sopot trzyma kurs. Bez fajerwerków, bez podwyżek, ale też bez sentymentów.
Zobacz także: Rozpoczyna się budowa ulicy Torowej w Sopocie
mn





