Dolne Miasto znów staje się polem sporu o to, jak ma wyglądać Gdańsk. Tym razem chodzi o Boisko pod Wierzbami – miejsce zwykłe, a jednak dla wielu ważne. Działacze partii Razem zapowiadają protest w dniu sesji Rady Miasta – czwartek godz. 9. Ma być głośno, ale przede wszystkim – ma być widocznie. W tle jest decyzja, która – jak mówią mieszkańcy – może zmienić dzielnicę nie do poznania. I nie chodzi tylko o budynki.
Boisko pod Wierzbami czy apartamenty
Spór dotyczy konkretnego miejsca. Boisko pod Wierzbami to dziś otwarta przestrzeń, gdzie – jak opisują organizatorzy protestu – „słychać śmiech dzieci” i gdzie ludzie po prostu się spotykają.
Plan jest inny. W tej lokalizacji mają powstać kolejne apartamentowce. Dla części mieszkańców to kolejny krok w stronę zabudowy, która wypiera to, co było dostępne dla wszystkich.
Padają mocne słowa – o „utracie duszy dzielnicy” i zamianie przestrzeni wspólnej w „zamknięty kompleks mieszkaniowy”. Nie wszyscy lubią taki język, ale trudno nie zauważyć emocji.
Mobilizacja na 23 kwietnia
Działacze Razem chcą przełożyć te emocje na działanie. Protest zaplanowano na 23 kwietnia o godz. 9:00, przed Nowym Ratuszem w Gdańsku – dokładnie wtedy, gdy w środku będzie trwała sesja Rady Miasta.
Organizatorzy nie ukrywają celu. Chcą, by radni usłyszeli sprzeciw mieszkańców – dosłownie i w przenośni. Zachęcają, by przyjść nie tylko samemu, ale też z sąsiadem. Im więcej osób, tym większa presja.
Zobacz: Gedania znów osią sporu. Ratusz manipuluje słowami Płażyńskiego
„To nie jest produkt”
W przekazie organizatorów powtarza się jedna myśl – że takich miejsc nie da się przeliczyć na metry kwadratowe.
To nie jest produkt, który można po prostu sprzedać – przekonują. I dodają, że to „ostatni moment”, by zatrzymać zmianę, zanim stanie się faktem.
W praktyce chodzi o coś bardzo konkretnego. O to, czy Dolne Miasto będzie nadal przestrzenią do życia dla mieszkańców, czy raczej – jak mówią przeciwnicy inwestycji – „sypialnią dla turystów”.
Czytaj: Opozycja krytykuje Dulkiewicz za dwa lata rządów. Co na to władze?
Co to oznacza dla mieszkańców?
Dla kogoś z zewnątrz to może wyglądać jak kolejny lokalny spór. Ale dla ludzi stamtąd sprawa jest prostsza. Mniej otwartej przestrzeni to mniej miejsca dla dzieci. Więcej zamkniętych inwestycji – to mniej przestrzeni wspólnej. I trochę mniej sąsiedzkiego życia, które nie dzieje się za domofonem.
To są drobiazgi, które z czasem zmieniają wszystko. Czasem nawet szybciej, niż się wydaje.
Protest przed ratuszem ma być sygnałem – że mieszkańcy chcą mieć wpływ na to, co dzieje się w ich okolicy. Organizatorzy mówią wprost: jeśli teraz nie padnie „stop”, później może być za późno. I choć takie zdania brzmią znajomo, w takich sprawach często okazują się prawdziwe.
23 kwietnia o 9:00 wszystko będzie jasne – ilu ludzi uzna, że warto wyjść i powiedzieć to głośno.
mn

