Andrzej Poczobut został objęty polsko-białoruską wymianą więźniów. Według białoruskiej agencji Biełta na granicy trwa przekazanie po pięciu uwięzionych z każdej strony. To informacja krótka, ale ciężka gatunkowo. Dla rodziny takiego człowieka każda godzina ma znaczenie.
Biełta podaje, że przekazanie więźniów odbywa się na granicy. Chodzi o pięć osób po stronie polskiej i pięć po stronie białoruskiej. Wśród nich znalazł się Andrzej Poczobut, polski działacz więziony na Białorusi.
To nie jest zwykła procedura administracyjna. Za taką decyzją stoją ludzie, rodziny i nerwy, których nie da się wpisać w komunikat agencyjny. Zwłaszcza gdy mowa o osobie, której sprawa od dawna budziła emocje.
Czytaj też: Andrzej Poczobut zgodził się opuścić Białoruś. Kulisy decyzji
Prośba matki i mediacje
Strona białoruska zaznacza, że wydanie Poczobuta Polsce nastąpiło w odpowiedzi na osobistą prośbę jego matki skierowaną do Alaksandra Łukaszenki. W sprawie miała też mediować Andżelika Borys.
Ten element komunikatu brzmi bardzo po białorusku – władza podkreśla gest, osobistą decyzję i prośbę rodziny. Ale efekt jest konkretny: Poczobut został objęty wymianą i ma trafić do Polski.
Andrzej Poczobut na wolności. Co to oznacza?
Na razie wiadomo tyle, ile przekazała Biełta: trwa przekazanie uwięzionych, po pięć osób każdej ze stron. Nie podano w tych materiałach szerszych szczegółów dotyczących pozostałych osób.
Dla zwykłego człowieka najważniejsze jest jednak coś prostszego. Ktoś, kto był za kratami, ma szansę wrócić do swoich. I czasem właśnie to jedno zdanie waży więcej niż cały dyplomatyczny opis sprawy.
Zobacz też: Łukaszenka wygrywa wybory, Zachód odrzuca wyniki
mn

