Wszystko wskazuje, że obiekt, który w czwartek nad ranem wleciał w polską przestrzeń powietrzną i eksplodował na polu w województwie lubelskim, był rosyjskim pociskiem manewrującym Ch-101. Taką wersję uznają za najbardziej prawdopodobną polskie władze, wojsko oraz strona ukraińska. Nadal nie ma jednak formalnego potwierdzenia identyfikacji na podstawie numerów seryjnych i konstrukcji zabezpieczonych szczątków. Nie ma też dowodu, że Rosja celowo zaatakowała Polskę.
Nocny atak na Ukrainę i alarm przy granicy
Noc ze środy na czwartek była wyjątkowo trudna dla polskiej obrony powietrznej. Rosja prowadziła zmasowany atak na Ukrainę, a znaczna część pocisków i dronów operowała nad zachodnią częścią kraju, stosunkowo blisko polskiej granicy.
Miejsce zdarzenia na mapie
Według danych ukraińskich Sił Powietrznych tej nocy Rosjanie użyli łącznie 358 środków napadu powietrznego. W tej liczbie znalazły się 74 rakiety oraz 284 drony. Wśród rakiet było 61 pocisków manewrujących Ch-101 i Kalibr.
Już około godz. 2 polskie F-16 rozpoczęły operowanie w rejonie granicy. W działaniach uczestniczyły również samoloty rozpoznawcze i sojusznicze maszyny tankujące. Systemy radiolokacyjne śledziły co najmniej kilkanaście pocisków znajdujących się nad zachodnią Ukrainą.
O godz. 3.29 jeden z nich zbliżył się na około 5 km do terytorium Polski. Następnie zmienił kierunek i poleciał na wschód.
To ważny szczegół, bo nie był to ten sam obiekt, który kilka minut później wykryto już nad Polską. Rzecznik Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych zaznaczył, że chodziło o dwa odrębne ślady radarowe.
Kolejny obiekt pojawił się nad Polską
O godz. 3.40 polskie radary wykryły niezidentyfikowany obiekt znajdujący się w krajowej przestrzeni powietrznej. Poruszał się na zachód.
W jego kierunku natychmiast skierowano dyżurny myśliwiec F-16. Dowódca operacyjny miał uprawnienia do wydania rozkazu użycia uzbrojenia, gdyby obiekt został jednoznacznie rozpoznany i uznany za zagrożenie.
Sześć minut później, o godz. 3.46, ślad zniknął z radarów.
Pierwsze wypowiedzi przedstawicieli wojska wskazywały, że pilot nie zdążył zobaczyć celu. Rzecznik DORSZ ppłk Jacek Goryszewski mówił, że zabrakło minut i sekund. Później gen. Ireneusz Nowak przekazał jednak, że pilot F-16 śledził obiekt i obserwował jego upadek w niezabudowanym terenie.
Te komunikaty nie są w pełni spójne. Możliwe, że chodzi o różnicę między obserwacją samego momentu upadku a wcześniejszą, jednoznaczną identyfikacją typu pocisku. Na dokładne wyjaśnienie przebiegu operacji trzeba jeszcze poczekać.
Błysk, eksplozja i dziesięciometrowy krater
O godz. 3.47 monitoring jednego z gospodarstw, znajdującego się około kilometra od miejsca zdarzenia, zarejestrował przelot obiektu, błysk i eksplozję.
Mieszkańcy okolicy słyszeli wcześniej charakterystyczny szum nisko lecącego obiektu. Potem nastąpił silny huk. Dla ludzi mieszkających w pobliżu nie był to zwykły alarm ani kolejny komunikat o rosyjskim ataku na Ukrainę. Tym razem eksplozja nastąpiła naprawdę blisko – na polu, kilka minut jazdy od domów.
Po godz. 5 policjanci znaleźli między Tarnawą-Kolonią a Tokarami lej o średnicy około 10 m oraz rozrzucone fragmenty niezidentyfikowanego obiektu. Miejsce znajdowało się około 2 km od najbliższych zabudowań.
Na szczęście nikt nie zginął ani nie został ranny. Nie odnotowano także uszkodzeń budynków.
Na miejsce skierowano wojsko, policję, straż pożarną, Żandarmerię Wojskową, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Służbę Kontrwywiadu Wojskowego oraz prokuraturę. Teren zabezpieczyli również żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej.
Nie stwierdzono zagrożenia radiacyjnego ani pirotechnicznego dla ekip prowadzących oględziny. Nie oznacza to jednak, że obiekt był nieuzbrojony. Wręcz przeciwnie – rozmiar krateru, silna eksplozja i duże rozrzucenie drobnych szczątków wskazują, że mogła zdetonować konwencjonalna głowica bojowa.
Wszystko wskazuje na Ch-101
Najbardziej prawdopodobną wersją pozostaje rosyjski pocisk manewrujący Ch-101.
Premier Donald Tusk stwierdził, że wszystkie dotychczasowe informacje wskazują właśnie na ten typ uzbrojenia. Zastrzegł jednak, że potrzebne jest potwierdzenie dające 100 proc. pewności.
Podobnie wypowiedział się minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz. Według niego wersja o rosyjskim Ch-101 jest obecnie najbardziej prawdopodobna.
Jednoznaczne stanowisko przedstawił także szef ukraińskiego MSZ Andrij Sybiha. Ukraina uważa, że na Lubelszczyźnie spadł rosyjski Ch-101 i wystąpiła o udział w polskim śledztwie.
Ukraińcy mogą posiadać istotne dane dotyczące wcześniejszego odcinka lotu pocisku. Ich systemy obserwowały nocny atak od momentu wejścia rosyjskich środków napadu powietrznego nad Ukrainę.
Formalnego potwierdzenia nadal jednak nie ma. Powinno ono opierać się między innymi na badaniu charakterystycznych elementów konstrukcji, oznaczeń oraz numerów seryjnych odnalezionych fragmentów.
Kierunek i prędkość pasują do pocisku manewrującego
Za wersją dotyczącą Ch-101 przemawia również kierunek lotu. Obiekt nadleciał od strony Ukrainy dokładnie w czasie dużego rosyjskiego ataku rakietowego.
Tarnawa-Kolonia leży około 80-95 km od granicy. Od wykrycia obiektu w polskiej przestrzeni powietrznej do eksplozji upłynęło około siedmiu minut. Taki czas przelotu jest spójny z prędkością poddźwiękowego pocisku manewrującego.
Znacznie gorzej pasuje do typowego drona Shahed. Nie zgadzają się ani prawdopodobna prędkość, ani charakter krótkiego śladu radarowego, ani dźwięk opisany przez świadków. Ekspert Maksymilian Dura ocenił, że sposób lotu i prawdopodobna prędkość wskazują właśnie na pocisk manewrujący, a nie rakietę balistyczną.
To rozróżnienie ma znaczenie. Ch-101 nie jest pociskiem balistycznym. Jest odpalanym z samolotu pociskiem manewrującym, zdolnym do lotu na niewielkiej wysokości, zmiany kursu oraz wykorzystania ukształtowania terenu.
W relacjach pojawiło się sformułowanie o „pocisku balistycznym Ch-101”. Najpewniej było to przejęzyczenie albo błąd w zapisie wypowiedzi.
Czytaj też: Pomorze na celowniku Kremla. Otwarcie bazy w Redzikowie
Możliwe flary przed uderzeniem
Dodatkową poszlaką są nagrania z okolicy miejsca upadku. Według analityków kanału OSINT AMK Mapping bezpośrednio przed eksplozją mogły być słyszalne dwie serie środków zakłócających.
Nowsze wersje Ch-101 są wyposażane w systemy wyrzucające flary i dipole. Ich zadaniem jest zmylenie systemów obrony przeciwlotniczej i utrudnienie przechwycenia pocisku.
Na razie jest to jednak jedynie analiza materiału dźwiękowego, a nie oficjalny dowód. Nie wiadomo też, czy odgłosy rzeczywiście pochodziły ze środków samoobrony pocisku.
Dlaczego F-16 nie zestrzelił obiektu?
To jedno z najważniejszych pytań po czwartkowym zdarzeniu.
Oficjalnie wiadomo, że dowódca operacyjny miał możliwość wydania rozkazu zestrzelenia, a pilot F-16 był gotowy do użycia uzbrojenia. Zanim jednak doszłoby do odpalenia rakiety, obiekt musiał zostać rozpoznany.
Wojsko podkreśla, że w polskiej przestrzeni powietrznej mogą pojawiać się także obiekty cywilne. Dlatego przed podjęciem decyzji o neutralizacji konieczne jest ustalenie, z czym pilot ma do czynienia.
Według premiera pocisk zostałby zestrzelony, gdyby kontynuował lot. Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada, że obiekt zaczął spadać, zanim F-16 uzyskał bezpieczne warunki do przeprowadzenia ataku.
Nie można więc dziś uczciwie stwierdzić, że obrona powietrzna nie zadziałała. Nie ma też podstaw, by twierdzić, że wojsko świadomie zrezygnowało ze strzału do rozpoznanego rosyjskiego pocisku.
Do oceny decyzji potrzebne byłyby dokładne dane dotyczące wysokości obiektu, pozycji myśliwca, czasu identyfikacji, otoczenia miejsca zdarzenia oraz obowiązujących zasad użycia uzbrojenia.
Zobacz również: Polska nie jest gotowa na atak z powietrza
Celowy atak czy awaria?
Nie ma obecnie żadnego dowodu, że Rosja celowo skierowała pocisk na terytorium Polski.
Możliwe są różne scenariusze. Pocisk mógł mieć awarię systemu naprowadzania. Mógł zostać uszkodzony przez ukraińską obronę przeciwlotniczą albo zmienić kurs pod wpływem walki radioelektronicznej i zakłócania nawigacji.
Nie wiadomo również, jaki był jego pierwotny cel na Ukrainie.
Samo przekroczenie granicy przez rosyjski pocisk jest faktem poważnym, ale nie przesądza jeszcze o intencji Kremla. Ocena, czy było to przypadkowe wtargnięcie, skutek awarii czy działanie zaplanowane, będzie wymagała znacznie większej liczby danych.
Premier zwołał sztab w Lublinie
Donald Tusk udał się rano na Lubelszczyznę. W urzędzie wojewódzkim w Lublinie zwołał zespół koordynacyjny z udziałem ministra obrony, ministra spraw wewnętrznych oraz przedstawicieli służb. Szef rządu podkreślił, że instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo od wielu godzin pracują na miejscu i przekazują informacje o kolejnych ustaleniach.
Władysław Kosiniak-Kamysz mówił o niezwykle ciężkiej nocy dla obrony powietrznej oraz systemów obserwacji i wykrywania zagrożeń. Wojsko zapewniło, że informacje o możliwym niebezpieczeństwie były na bieżąco przekazywane służbom i ośrodkom zarządzania kryzysowego. W Lublinie oraz kilku innych rejonach województwa uruchomiono system wczesnego ostrzegania.
W tym samym czasie trwały rosyjskie uderzenia na Ukrainę. Mer Lwowa Andrij Sadowy podał, że w ataku rakietowym na miasto rannych zostało około 20 osób.
Śledztwo musi odpowiedzieć na kilka pytań
Najważniejsze będą wyniki badań zabezpieczonych szczątków. To oznaczenia, numery seryjne i charakterystyczne fragmenty konstrukcji mogą ostatecznie potwierdzić, czy pod Tarnawą-Kolonią rzeczywiście eksplodował rosyjski Ch-101.
Do ustalenia pozostaje dokładne miejsce i czas przekroczenia granicy, pełna trasa obiektu, jego pierwotny cel oraz powód nagłej zmiany kursu.
Nie wiadomo też, czy wcześniej został trafiony przez ukraińską obronę przeciwlotniczą. Śledczy będą musieli sprawdzić, czy na jego lot wpłynęły zakłócenia nawigacji oraz czy system samoobrony rzeczywiście wyrzucił flary przed uderzeniem.
Na godz. 11.10 najostrożniejszy wniosek jest więc jasny: według polskich i ukraińskich władz wszystko wskazuje, że na Lubelszczyźnie spadł rosyjski pocisk manewrujący Ch-101. Ostateczne potwierdzenie ma przynieść badanie szczątków.
Pewne jest również to, że tym razem nie skończyło się jedynie na alarmie i poderwaniu myśliwców. Uzbrojony obiekt przeleciał dziesiątki kilometrów nad Polską i eksplodował około 2 km od zabudowań. Tylko miejsce upadku sprawiło, że nie było ofiar.
Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.
Nie kończ na jednym tekście
Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.





