Pomorski system e-Zdrowie za miliony wciąż nie dla pacjentów. 5 lat opóźnienia (FOTO: canva)

Nowość! Pomorski system e-Zdrowie za miliony wciąż nie dla pacjentów. 5 lat opóźnienia

Miało być szybciej, prościej i bardziej po ludzku. Pacjent miał łatwiej umówić wizytę, sprawdzić dokumentację i nie nosić historii leczenia między placówkami jak teczki z urzędu. „Pomorskie e-Zdrowie” zapowiadano jako duży krok w cyfryzacji ochrony zdrowia w regionie. Po latach projekt za blisko 190 mln zł nadal nie jest jednak w pełni dostępny dla pacjentów.

Czym miało być Pomorskie e-Zdrowie

Założenie było ambitne. „Pomorskie e-Zdrowie” miało połączyć wojewódzkie podmioty lecznicze wspólnymi rozwiązaniami informatycznymi. Nie chodziło tylko o stronę internetową czy prostą rejestrację online. Projekt miał objąć systemy szpitalne, dokumentację medyczną, badania obrazowe, e-Rejestrację, elektroniczny obieg dokumentów, rozwiązania finansowo-księgowe i kadrowe oraz narzędzia do zarządzania placówkami.

Dla pacjenta najważniejszy miał być efekt końcowy. Mniej telefonowania, mniej chodzenia od okienka do okienka, szybszy dostęp do własnych danych medycznych. W założeniu pacjent leczony w jednej placówce miał nie zaczynać wszystkiego od nowa w kolejnej. Dokumentacja, badania i podstawowe informacje zdrowotne miały być łatwiej dostępne w systemie.

Tak przynajmniej brzmiała obietnica. Dość rozsądna, bo nikt normalny nie tęskni za papierami przekładanymi z segregatora do segregatora. Problem w tym, że obietnica cyfrowej wygody rozciągnęła się na lata.

Skąd wzięły się pieniądze

Projekt dostał dofinansowanie w 2016 r. Decyzję podjął Zarząd Województwa Pomorskiego, a środki pochodziły z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Pomorskiego na lata 2014-2020. Pierwotna wartość projektu wynosiła 184 132 844 zł brutto. Z tego 150 mln zł miało stanowić dofinansowanie.

To oznacza, że zewnętrzne wsparcie pokrywało ponad 81 proc. pierwotnej wartości projektu. Reszta musiała zostać zabezpieczona po stronie samorządu i uczestników przedsięwzięcia. Mówimy więc o publicznych pieniądzach – unijnych i regionalnych – które miały przełożyć się na realną poprawę działania ochrony zdrowia na Pomorzu.

Tyle że z czasem liczby zaczęły się zmieniać. I to nie symbolicznie.

Budżet rósł, potem go przycięto

Wartość projektu najpierw ustalono na 184 132 844 zł brutto. Później kwoty rosły. W 2021 r. było to już 191 976 498,25 zł. W 2022 r. – 192 800 068,85 zł. W czerwcu 2023 r. projekt osiągnął najwyższą wartość wskazaną w tabeli: 195 614 068,85 zł brutto.

Urzędnicy tłumaczyli wzrosty m.in. zmianami w zakresie sprzętu komputerowego, drukującego i oprogramowania biurowego. W 2023 r. doszły także dodatkowe zadania projektowe, w tym rozwiązania z zakresu cyberbezpieczeństwa oraz migracja danych między systemami w szpitalu w Słupsku.

Później wartość projektu zaczęła spadać. W 2024 r. wskazano 192 279 167,56 zł. Ostatecznie, po ustaleniach pokontrolnych, urząd podaje kwotę 189 282 660,16 zł. Według wyjaśnień obniżenie wynikało m.in. z wyłączenia części wydatków ponoszonych przez partnerów w okresie, gdy projekt miał status projektu niefunkcjonującego.

Różnica między kwotą pierwotną a najwyższą z tabeli to ponad 11,4 mln zł. Przy takiej skali przedsięwzięcia nie da się tego zbyć wzruszeniem ramion. To są pieniądze, decyzje, aneksy i kolejne uzasadnienia.

Terminy przesuwane raz za razem

Pierwotnie projekt miał zostać zrealizowany do 31 grudnia 2021 r. Potem termin przesunięto na koniec 2022 r. Następnie na koniec 2023 r. Później na 31 października 2024 r. Kolejna zmiana dała czas do końca 2025 r. A najnowszy termin to 31 grudnia 2026 r.

W praktyce oznacza to dekadę od decyzji o dofinansowaniu do planowanego zakończenia. Dekadę dla projektu, który miał symbolizować cyfrową sprawność.

Urząd wskazuje wiele przyczyn opóźnień. Były problemy z przetargami, czasem powtarzanymi kilkukrotnie. Była pandemia COVID-19, trudności z dostawami sprzętu, ogniska epidemiczne w placówkach, prace w budynkach objętych ochroną konserwatorską, nieprzewidziane roboty i opóźnienia po stronie wykonawców. Na końcowym etapie pojawiły się też trudności z uruchomieniem systemów finansowo-księgowych oraz kadrowo-płacowych w części podmiotów.

Lista jest długa. Może nawet za długa, bo zwykły pacjent po jej przeczytaniu i tak zapyta krótko: dobrze, ale kiedy to wreszcie zadziała dla mnie?

Niefunkcjonujący, czyli jaki

Najbardziej nośne jest słowo „niefunkcjonujący”. Projekt uzyskał taki formalny status, choć urząd zastrzega, że nie należy rozumieć tego dosłownie. Według wyjaśnień to kategoria administracyjna używana przy projektach unijnych, a nie stwierdzenie, że wszystko jest martwe.

Urząd podkreśla, że wiele elementów już działa. W ramach projektu zmodernizowano ponad 2000 km okablowania, wdrożono ponad 2000 urządzeń sieciowych i unowocześniono ponad 3000 komputerów. Wdrożono również systemy szpitalne i administracyjne. W dziesięciu podmiotach zadania zostały zakończone i odebrane.

Ale pełne uruchomienie usług dla pacjentów w publicznej sieci ma nastąpić dopiero do końca 2026 r. Dotyczy to m.in. e-Rejestracji, wybranych funkcji elektronicznej dokumentacji medycznej i rozwiązań związanych z badaniami obrazowymi.

I tu właśnie pojawia się sedno sprawy. System może działać wewnętrznie, może być stabilizowany, może przechodzić kolejne etapy. Tylko że pacjent nie żyje harmonogramem wdrożenia. Pacjent chce po prostu załatwić sprawę bez wiszenia na telefonie.

Pomorski system e-Zdrowie za miliony wciąż nie dla pacjentów. 5 lat opóźnienia (FOTO: canva)
Pomorski system e-Zdrowie za miliony wciąż nie dla pacjentów. 5 lat opóźnienia (FOTO: canva)

Zobacz też: Premie dla spółek miejskich w Gdańsku. „Czas skończyć z tłustymi kotami”

Mniej placówek w mierniku

W projekcie zmieniał się nie tylko budżet i termin. Zmniejszono też wskaźnik produktu. Początkowo docelowa wartość wynosiła 16 podmiotów leczniczych, w których miała zostać wdrożona usługa publiczna online o określonym poziomie dojrzałości. W 2018 r. wskaźnik zmniejszono do 14, a w 2021 r. do 13.

Urząd tłumaczy to przekształceniami własnościowymi i łączeniem podmiotów. Formalnie może się to bronić. Politycznie jednak wygląda to tak, że przez lata zmieniały się wszystkie najważniejsze parametry projektu: czas, pieniądze i zakres mierzony wskaźnikiem.

To nie jest drobiazg. Zwłaszcza gdy mówimy o przedsięwzięciu przedstawianym jako przełomowe.

Kto jeszcze czeka na finał

W 2026 r. prace mają być kontynuowane w trzech podmiotach. Chodzi o Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Janusza Korczaka w Słupsku, Copernicus Podmiot Leczniczy oraz Szpitale Pomorskie.

Według urzędu to właśnie tam finalizowane są prace związane m.in. z systemami finansowo-księgowymi i kadrowo-płacowymi. Dopiero po domknięciu wdrożeń u wszystkich uczestników możliwe ma być pełne uruchomienie platformy regionalnej.

Brzmi technicznie, ale konsekwencja jest bardzo konkretna. Mieszkańcy regionu nadal nie korzystają z pełnego pakietu usług, które miały ułatwić kontakt z ochroną zdrowia. A przecież to właśnie pacjent miał być jednym z głównych beneficjentów tej cyfrowej zmiany.

Utrzymanie za kolejne miliony

Nawet gdy projekt zostanie zakończony, rachunek się nie zamknie. Urząd szacuje średni roczny koszt utrzymania platformy regionalnej na ok. 5,7 mln zł. Wydatki ma ponosić Województwo Pomorskie.

W tej kwocie mieszczą się koszty infrastruktury IT, sieci, kolokacji sprzętu, energii, licencji, oprogramowania i bieżącego utrzymania. Czyli system, który przez lata budowano za ogromne pieniądze, będzie wymagał stałego finansowania z budżetu województwa.

To ważne, bo przy projektach cyfrowych często mówi się o koszcie stworzenia. Rzadziej o tym, ile trzeba będzie płacić co roku, żeby całość nie stanęła. Tutaj mówimy o 5,7 mln zł rocznie. Kwocie, której nie da się zgubić między przecinkami.

Czytaj też: Alarmująca luka finansowa w polskim NFZ

Ministerstwo i regionalna platforma

W interpelacji pojawia się też pytanie, dlaczego zarząd województwa kontynuował projekt, skoro Ministerstwo Zdrowia miało odwodzić od realizacji platform regionalnych. Urząd odpowiada, że projekt nie ma dublować systemów krajowych, tylko je uzupełniać.

Przykładem ma być rezygnacja z osobnej funkcji e-recepty na poziomie regionalnym, bo taka usługa działa już w systemie krajowym. Urząd wskazuje, że chodziło również o uniknięcie ryzyka podwójnego finansowania tych samych rozwiązań ze środków unijnych.

To wyjaśnienie pokazuje jednak coś jeszcze. Projekt musiał być dostosowywany do zmieniającej się rzeczywistości. Część rozwiązań centralnych pojawiła się lub rozwinęła w trakcie realizacji. A regionalna platforma, zanim doczekała pełnego uruchomienia, sama musiała być korygowana.

Pomorski system e-Zdrowie za miliony wciąż nie dla pacjentów. 5 lat opóźnienia (FOTO: canva)
Pomorski system e-Zdrowie za miliony wciąż nie dla pacjentów. 5 lat opóźnienia (FOTO: canva)

Kontrole, kary i brak nazwisk

Projekt był kontrolowany. Audyt Izby Administracji Skarbowej w Gdańsku nie wykazał nieprawidłowości z bezpośrednim wpływem finansowym i nie zawierał zaleceń. Kontrola Instytucji Zarządzającej RPO WP wskazała natomiast wydatki niekwalifikowalne w wysokości 76 240,03 zł brutto oraz doprowadziła do obniżenia wartości projektu.

Urząd zapewnia też, że osoby przygotowujące, oceniające, zatwierdzające i realizujące projekt nie dostały dodatkowych premii ani nagród poza standardowym wynagrodzeniem. Za opóźnienia miały zostać zastosowane kary umowne. Obciążono nimi Inżyniera Kontraktu za opóźnienia w dokumentacji potrzebnej do przetargów, a wobec dostawcy systemu naliczane są kary za opóźnienia przy wdrażaniu platformy regionalnej.

Nie padają jednak konkretne kwoty tych kar. A bez tego trudno ocenić, czy konsekwencje są realne, czy raczej tylko dobrze brzmią w urzędowej odpowiedzi.

Zobacz też: System FALA za 300 mln zł? Prezes bez jawnego oświadczenia

Pacjent patrzy prościej

Największy problem tego projektu nie polega na tym, że sama idea była zła. Cyfryzacja ochrony zdrowia jest potrzebna. Wspólna dokumentacja, szybsza rejestracja, sprawniejsza wymiana danych między placówkami – to wszystko ma sens. I to duży.

Kłopot w tym, że po latach zmian, korekt i przesunięć mieszkańcy nadal czekają na pełny efekt. Projekt startował z wartością 184 mln zł, rósł do ponad 195 mln zł, potem został obniżony do 189 mln zł. Miał zakończyć się w 2021 r., a obecnie termin wskazuje koniec 2026 r. Miał objąć 16 podmiotów w mierniku, skończyło się na 13 po przekształceniach.

Można tłumaczyć to procedurami, pandemią, rynkiem, wykonawcami i konserwatorem zabytków. Część tych argumentów zapewne jest prawdziwa. Ale dla człowieka, który próbuje umówić wizytę albo dostać się do dokumentacji, liczy się coś innego.

Czy system działa dla niego. Nie w tabeli. Nie w harmonogramie. Tylko naprawdę.

Maciej Naskręt

Maciej Naskręt

Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.



Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.


Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.