Sprawa jednego słowa nie cichnie. Po nagraniach ze spaceru Donalda Tuska z Emmanuelem Macronem temat wrócił z nową siłą – tym razem za sprawą wpisu w mediach społecznościowych. Okazja była nietypowa, bo urodzinowa. Ton – już mniej.
„Prezent” dla premiera
Europoseł Konfederacji Ewa Zajączkowska-Hernik opublikowała wpis, który szybko zaczął krążyć w sieci.
Z okazji urodzin prezent dla premiera Tuska – zaczęła, a dalej było już bez ogródek.
Polityk napisała, że „warto, by polski premier w Polsce używał polskiej nazwy miasta a nie niemieckiej”. I dodała krótko: „Gdańsk się mówi, a nie Danzig”.
Padło też zdanie, które wywołało najwięcej emocji – sugestia, że używanie niemieckiej nazwy może mieć głębsze znaczenie. „No chyba, że ktoś jest lub czuje się Niemcem” – czytamy we wpisie.
Na tym jednak nie koniec. Europoseł dorzuciła jeszcze odniesienie do wydarzenia sprzed roku. Przypomniała wystawę „Gdańsk, nie Danzig”, organizowaną przez Bibliotekę PAN. Jak zaznaczyła, inspiracją był powojenny plakat. I zasugerowała, że premier mógł ją po prostu „przegapić”.
Zobacz też: Mentzen i Zajączkowska krytykują decyzję prezydenta Nawrockiego
Szybka riposta i kolejna wymiana
Na wpis zareagował m.in. Tomasz Lis. Jego odpowiedź była krótka i utrzymana w ostrym tonie.
On mówił po francusku Dantzig, niech się Pani nie wygłupia – napisał.
Tylko, że Macron mówił „Gdańsk, nie Danzig”.
To jednak nie zamknęło dyskusji. Wręcz przeciwnie. Pod wpisami zaczęła się typowa dla takich sytuacji wymiana zdań – jedni bronili premiera, inni wskazywali, że niezależnie od języka takie słowa w Gdańsku po prostu źle brzmią.
Czytaj też: Tuzin powodów, dla których Gdańsk bywa uznawany za miasto proniemieckie
Jedno słowo, dłuższy cień Zajączkowska-Hernik krytykuje
Cała sprawa pokazuje coś więcej niż tylko polityczną sprzeczkę w sieci. W gruncie rzeczy chodzi o symbol i o pamięć, która w takich miejscach jak Gdańsk wciąż jest żywa.
Dla części odbiorców to tylko językowy detal – użyty w rozmowie, w określonym kontekście. Dla innych – rzecz znacznie poważniejsza. Coś, co zahacza o historię, tożsamość i zwykłą wrażliwość.
I może dlatego temat nie znika po jednym dniu. Bo choć zaczęło się od krótkiej wypowiedzi podczas spaceru, to dziś żyje już własnym rytmem.
Trochę jakby to jedno słowo ciągle odbijało się echem. I nie chciało ucichnąć.
mn

