Zapadł wyrok w sprawie ataku, który wstrząsnął Malborkiem. Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał Piotra J. na 24 lata i 3 miesiące więzienia. Sprawa dotyczy podpalenia dwóch osób bez dachu nad głową. Jedna z nich – 55-letnia kobieta – nie przeżyła.
Wyrok po tragedii
Piotr J. został uznany za winnego najcięższych zarzutów: zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i próby zabójstwa w tej samej kwalifikacji. Za tę część sprawy sąd wymierzył mu 24 lata więzienia.
Do tego doszła kara za groźby. Chodziło o zapowiedzi odebrania życia i wyrządzenia krzywdy przez podpalenie. W tym punkcie sąd orzekł 6 miesięcy pozbawienia wolności. Kara łączna wyniosła 24 lata i 3 miesiące.
Sąd zdecydował również, że oskarżony ma zapłacić jednemu z pokrzywdzonych 20 tys. zł zadośćuczynienia oraz 2,5 tys. zł odszkodowania. Pieniądze nie załatwią sprawy. Ale dla osoby, która została z tym doświadczeniem, każda forma uznania krzywdy ma znaczenie.
Ludzie spali, przyszedł napastnik i ich podpalił
Do tragedii doszło w lutym 2025 r. w centrum Malborka. W miejscu, gdzie nocowały osoby w kryzysie bezdomności, spały cztery osoby. Według prokuratury Piotr J. miał pojawić się tam z benzyną i zaatakować dwoje z nich.
Najpierw ogień zauważył 36-letni mężczyzna. Płomienie zajęły rzeczy, którymi był przykryty. Po chwili zobaczył, że obok pali się ubranie kobiety. Zaczął ją ratować, choć sam dopiero co obudził się w środku koszmaru. Dwie inne osoby, które były w pobliżu, uciekły z miejsca zdarzenia. Trudno się dziwić. W takiej chwili człowiek nie analizuje, tylko próbuje przeżyć.
Śmigłowiec i walka o życie
Stan 55-latki był bardzo ciężki. Kobieta miała poparzenia II i III stopnia. Na miejsce wezwano śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który zabrał ją do szpitala. Lekarze walczyli, ale obrażenia okazały się zbyt poważne. Kobieta zmarła.
36-letni mężczyzna, drugi z zaatakowanych, nie odniósł obrażeń. To brzmi jak szczęście, choć w takiej sprawie słowo „szczęście” właściwie nie pasuje. Został człowiek, który widział ogień na sobie i na drugiej osobie.
Tłumaczenia nie przekonały sądu
Piotra J. zatrzymano niedługo po ataku. Był nietrzeźwy. Gdy śledczy zebrali materiał dowodowy, prokurator przedstawił mu zarzuty. Mężczyzna nie przyznawał się do winy. Utrzymywał, że ze sprawą nie ma nic wspólnego. Benzynę, jak twierdził, kupił po to, by spalić gałęzie na działce.
Sąd ocenił sprawę inaczej. Wyrok zapadł w ubiegły piątek, a informację przekazał prok. Mariusz Duszyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.
Orzeczenie sądu nie jest prawomocne.
Czytaj też: Podpalenie bezdomnych w Malborku. Nowe fakty
mn

