Zapaść w służbie zdrowia. Problemy z terminami TK i MRI w UCK (FOTO: UCK/FB)

Tomografia w UCK opóźniona o miesiące. W kolejce prawie 10 tys. pacjentów

Uniwersyteckie Centrum Kliniczne poinformowało pacjentów o zmianach terminów badań obrazowych TK i MRI. Szpital tłumaczy, że to skutek decyzji Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia dotyczących finansowania. Placówka przeprasza, ale jasno zaznacza: te decyzje nie zapadły w UCK. Dla pacjentów oznacza to jedno – kolejne telefony, kolejne przesunięcia i kolejna porcja niepewności.

Komentarz Jakuba Kraszewskiego, dyrektora naczelnego UCK

Aktualnie w kolejce na badanie tomografem komputerowym w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym oczekuje 7,5 tysiąca osób. Ze względu na zmiany w finasowaniu badań obrazowych zmuszeni byliśmy przesunąć o od 3 do 6 miesięcy terminy badań dla 38 proc. pacjentów w tej grupie. Warto podkreślić, że są to chorzy tzw. „stabilni”. Wszyscy pacjenci, dla których termin badania określono jako „pilny”, będą mieli wykonane badanie TK zgodnie z pierwotnie wyznaczonym terminem. Zmiany nie dotyczą pacjentów onkologicznych oraz dzieci. 

Aktualizacja – stanowisko byłego ministra ds. cyfryzacji Janusza Cieszyńskiego

Sprawa nabiera politycznego ciężaru. Skontaktował się z naszym portalem Janusz Cieszyński – były minister ds. cyfryzacji. Opublikował wpis, w którym wskazuje na sytuację z tomografią komputerową w gdańskim szpitalu uniwersyteckim. Według podanych przez niego danych pierwszy wolny termin dla pacjenta stabilnego miał odsunąć się o ok. 7 miesięcy, a dla pacjenta pilnego o ok. 4,5 miesiąca. W kolejkach ma czekać prawie 10 tys. pacjentów.

To już nie brzmi jak zwykła korekta grafiku. Jeżeli pacjent w trybie pilnym musi czekać dodatkowe miesiące na badanie, bez którego lekarz często nie podejmie dalszych decyzji, problem przestaje być administracyjny. Staje się bardzo konkretny: ból, stres, niepewność i kolejne tygodnie życia w zawieszeniu. Tak właśnie wygląda zapaść systemu widziana nie z ministerialnej tabeli, ale z poczekalni.

Cieszyński uderza też politycznie, sugerując, że rządzący boją się kontroli poselskich dotyczących działań Ministerstwa Zdrowia. Tego zarzutu sam wpis oczywiście nie rozstrzyga, ale pokazane liczby są wystarczająco poważne, by NFZ i resort zdrowia powinny szybko wyjaśnić, co dzieje się z dostępem do tomografii w UCK. Bo prawie 10 tys. osób w kolejce to nie statystyka. To 10 tys. ludzi, którzy czekają na odpowiedź, co dalej z ich zdrowiem.


Pacjent dowie się z call center

Komunikat Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w mediach społecznosciowych jest krótki, ale bardzo wymowny. Placówka przekazała, że w związku ze zmianami sposobu finansowania badań obrazowych musi zmieniać terminy świadczeń z zakresu TK, czyli tomografii komputerowej, oraz MRI, czyli rezonansu magnetycznego.

To są 2 kluczowe badania, bez których w wielu przypadkach trudno postawić diagnozę albo zdecydować, co dalej z leczeniem. I tu właśnie zaczyna się problem. Dla urzędnika to może być „zmiana sposobu finansowania”. Dla pacjenta – przesunięta wizyta, dłuższe czekanie, stres w domu i pytanie, czy choroba nie rozwija się szybciej niż system jest w stanie zareagować.

UCK zapowiedziało, że o zmianach terminów pacjenci będą informowani przez call center. Brzmi porządkowo, ale każdy, kto choć raz czekał na ważne badanie, wie, że taki telefon rzadko przynosi ulgę. Zwykle oznacza tylko tyle, że trzeba od nowa układać sobie życie pod system.

Nie chodzi o wygodę, tylko o zdrowie – TK i MRI w UCK

Najważniejsze zastrzeżenie w komunikacie dotyczy pacjentów onkologicznych z ustalonym planem leczenia. UCK podkreśliło, że zmiany nie dotyczą tej grupy. To bardzo ważne, bo w leczeniu nowotworów czas jest często równie istotny jak lek czy operacja.

Ale poza tą grupą zostaje wielu innych chorych. Ludzie z podejrzeniem poważnych schorzeń neurologicznych. Pacjenci po urazach. Osoby, które miesiącami próbują ustalić, dlaczego boli, drętwieje, słabnie albo nie działa tak, jak powinno. Dla nich TK i MRI nie są dodatkiem. To często brama do leczenia.

Szpital nie pisze o drobnej niedogodności. Pisze o zmianie terminów świadczeń. A to w praktyce może oznaczać, że ktoś, kto już doczekał się badania, znów wraca do punktu „proszę czekać”.

Czytaj również: Parking pod stadionem przy UCK. Jest petycja do władz

Zapaść, której nie da się już przykryć

W tej sprawie szczególnie uderza jedno zdanie: informacje są „konsekwencją decyzji, które nie zapadają w UCK”. To dość jasny sygnał, że problem nie leży na poziomie rejestracji, lekarza czy technika obsługującego sprzęt.

Placówka wskazuje na Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia. To tam miały zapaść zmiany dotyczące finansowania badań obrazowych. Jeżeli takie decyzje prowadzą do przesuwania terminów, to pacjent nie potrzebuje eksperckiego raportu, żeby zrozumieć skalę kłopotu. Widzi ją na własnym telefonie, kiedy odbiera wiadomość o zmianie terminu.

Polska służba zdrowia od dawna działa na granicy wytrzymałości. Kolejki, braki kadrowe, przeciążone szpitale, ograniczenia w dostępie do diagnostyki – to nie są już hasła z debaty politycznej. To codzienność. Teraz dochodzi kolejny element: badania obrazowe, czyli jeden z fundamentów współczesnej diagnostyki, zaczynają być przekładane z powodu zmian w finansowaniu.

Można oczywiście tłumaczyć, że system jest skomplikowany. Że budżety, limity, wyceny, procedury. Wszystko prawda. Tylko pacjent z bólem głowy, podejrzeniem zmiany w kręgosłupie albo niepokojącymi objawami nie żyje w tabeli. On żyje od terminu do terminu.

Szpital przeprasza, państwo milczy procedurą

UCK w swoim komunikacie przeprasza pacjentów i prosi o wyrozumiałość. To zrozumiałe. Szpital jest na pierwszej linii kontaktu z chorymi, więc to na niego spadnie frustracja. Pacjent nie zadzwoni przecież do ministerialnego departamentu. Zadzwoni do rejestracji. Albo odbierze telefon z call center.

I tu jest pewna gorzka ironia. Decyzje zapadają wysoko, ale napięcie kumuluje się nisko – przy okienku, w poczekalni, w rozmowie z konsultantem. Tam, gdzie człowiek już i tak jest zmęczony chorobą.

W komunikacie nie ma wielkich słów. Jest za to bardzo konkretny efekt: zmiana terminów badań TK i MRI. Dla systemu może to być korekta. Dla chorego – 100 proc. niepewności więcej. Może brzmi to ostro, ale trudno inaczej nazwać sytuację, w której pacjent ma czekać dalej, bo zmieniły się zasady finansowania.

Zobacz też: Szpital w Gdańsku ujawnia dane o aborcjach za 2025 rok

mn

Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.