Julia Liegmann zgłosiła się do gdańskiego szpitala na zabieg, który miał być zaplanowanym etapem leczenia kamicy nerkowej. Jeszcze tego samego dnia pojawiły się objawy, które później lekarze powiązali z urosepsą. Z dokumentacji opisanej przez Zero.pl wynika, że na przekazanie pacjentki na OIT czekano ponad osiem godzin od pierwszej prośby o kwalifikację. 20-latka zmarła 17 lutego, a jej rodzina domaga się wyjaśnienia, dlaczego pomoc przyszła tak późno.
Planowy zabieg i pierwszy niepokój
Julia Liegmann zgłosiła się do szpitala 7 lutego 2026 r. Dwa dni później miała przejść zabieg kruszenia złogu w prawej nerce. Wcześniej była leczona z powodu zakażenia układu moczowego i podejrzenia urosepsy. Ta informacja pojawiała się w dokumentacji medycznej.
Jeszcze przed przyjęciem do szpitala, 4 lutego, badanie moczu wykazało obecność bakterii E. coli. Mimo tego lekarze nie uznali wyniku za przeciwwskazanie do zabiegu. Sama Julia była spokojna. Po konsultacji anestezjologicznej mówiła bliskim, że jest „zdrowa jak ryba”.
Zabieg 9 lutego trwał około 25 minut. Rodzina i chłopak Julii, Kacper, byli przekonani, że chodzi o prostą procedurę. Tak też słyszeli. Nikt nie zakładał, że za chwilę zacznie się walka o życie.
Zobacz też: Copernicus pokazuje terminy badań. Rezonans możliwy dopiero na jesieni
Objawy narastały z godziny na godzinę
Po południu pojawiły się krwiste wymioty oraz krwawienie z nosa i gardła. Julia trafiła na konsultację laryngologiczną, ale nie znaleziono aktywnego źródła krwawienia. Problem potraktowano miejscowo.
Potem dochodziły kolejne sygnały. Spadki ciśnienia, leukopenia, podwyższona prokalcytonina, hipoglikemia. Lekarze włączyli antybiotyk, ale stan 20-latki nadal się pogarszał. W nocy badania wskazywały już na początki niewydolności narządów. Nad ranem 10 lutego zapisano, że pacjentka jest w stanie ciężkim.
Około godziny 6 konieczne było podanie noradrenaliny. Rano w dokumentacji pojawiło się rozpoznanie: urosepsa. Od tego momentu w dokumentacji pojawiały się już sygnały ciężkiej infekcji i narastającej niewydolności organizmu.
Czytaj też: Utrudnienia przy UCK w Gdańsku. Kierowcy stracą miejsca parkingowe
Prośba o OIT i długie czekanie
O godzinie 10:11 lekarz poprosił o konsultację i kwalifikację Julii do leczenia na oddziale intensywnej terapii. O 12:22 odnotowano ciężki stan i anurię, czyli brak oddawania moczu. Z relacji rodziny wynika, że Julia informowała wtedy matkę o problemach z oddawaniem moczu i narastającym strachu.
O 14:09 w dokumentacji zapisano, że najlepszym rozwiązaniem byłaby dla niej dializa ciągła w warunkach OIT. O 15:50 zapadła decyzja o przekazaniu pacjentki na intensywną terapię. Planowano transport w asyście anestezjologa.
Julia została przyjęta na OIT w Szpitalu im. M. Kopernika w Gdańsku o 18:30. W dokumentacji tej placówki znalazł się zapis, że pacjentkę przekazano tam z powodu braku miejsc na OIT w szpitalu św. Wojciecha.
Od pierwszej prośby o kwalifikację do leczenia na intensywnej terapii minęło ponad osiem godzin. W tym czasie Julia była już w stanie ciężkiej sepsy. Według dokumentacji potrzebowała leczenia, którego nie można prowadzić na zwykłym oddziale.
Julia zmarła. Rodzina mówi o straconych godzinach
Matka Julii, Magdalena Rusinek, dotarła do szpitala przekonana, że córka ma powikłania po zabiegu. Dopiero w drodze dowiedziała się, że chodzi o sepsę. Na miejscu zobaczyła córkę opuchniętą, żółtą, z rurką w ustach.
Kacper przerwał trasę we Francji, gdy usłyszał przez telefon, jak Julia wymiotuje. Twierdzi, że wcześniej musiała do niego dzwonić i prosić, by interweniował u lekarzy. Rodzina uważa, że najważniejsze były właśnie te godziny, w których dziewczyna czekała na OIT.
Julia zmarła 17 lutego o godzinie 14:08. W sekcji zwłok jako przyczynę wskazano urosepsę.
Zobacz też: Tomografia w UCK opóźniona o miesiące. W kolejce prawie 10 tys. pacjentów
Sprawa trafiła do instytucji
Magdalena Rusinek złożyła zawiadomienie do prokuratury. Sprawa została przekazana do Gdańska. Skargi skierowano także do Rzecznika Praw Pacjenta i Okręgowej Izby Lekarskiej.
Redakcja Zero.pl zapytała podmiot leczniczy Copernicus o hospitalizację Julii, w tym o brak miejsc na OIT i oczekiwanie na transport. W odpowiedzi wskazano, że informacje objęte są tajemnicą lekarską, a placówka prowadzi postępowanie wyjaśniające, jak przy każdym zgonie wewnątrzszpitalnym. Dodano też, że szpitalowi jest „niezwykle przykro” z powodu śmierci pacjentki.
Podano również liczbę łóżek intensywnej terapii. W szpitalu św. Wojciecha jest ich 10. W szpitalu Kopernika – 10 dla dorosłych i pięć dla dzieci.
Życie, które miało się dopiero zacząć
Julia i Kacper planowali wspólną przyszłość. Mieli przygotowania do ślubu, prowadzili firmę i mieszkali już razem w Bydgoszczy. Po śmierci 20-latki jej bliscy podkreślają, że chcą przede wszystkim wyjaśnień – kto i dlaczego zdecydował, że pacjentka w stanie ciężkiej sepsy musiała tak długo czekać na intensywną terapię.
mn/zero.pl

