Legalizacja pobytu kolumbijczyków miała opierać się na dokumentach, które – według śledczych – nie miały nic wspólnego z prawdą. W tle są agencja zatrudnienia, fałszywe legitymacje studenckie i praca fizyczna w pomorskich magazynach. Trzy osoby usłyszały już zarzuty. Dwie trafiły do aresztu, trzecia została objęta policyjnym dozorem. Sprawa pokazuje, jak łatwo z pozoru zwykły dokument może stać się przepustką do pracy, pobytu i całego systemu. A potem ktoś musi to odkręcać.
Śledztwo po kontroli w magazynie
Postępowanie nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Pruszczu Gdańskim. Prowadzą je funkcjonariusze Straży Granicznej w Gdańsku, a o szczegółach poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Mariusz Duszyński.
Śledztwo ruszyło w grudniu 2025 r. Punktem wyjścia były ustalenia dotyczące kolumbijczyków pracujących w jednej z hal magazynowych na terenie województwa pomorskiego. Według prokuratury osoby te miały posługiwać się podrobionymi legitymacjami studenckimi oraz zaświadczeniami o statusie studenta.
Te papiery nie były tylko dodatkiem do teczki. Miały potwierdzać fikcyjny status studenta, a następnie służyć jako argument przy legalizacji pobytu i zatrudnienia w Polsce. Krótko mówiąc: ktoś miał udawać, że studiuje, żeby łatwiej pracować i zostać w kraju.
Agencja z trzema biurami
Z ustaleń śledczych wynika, że za procederem miało stać małżeństwo: Katarzyna D. oraz Nazar D. Według prokuratury, przy wykorzystaniu tzw. słupów prowadzili agencję zatrudnienia. Firma miała biura w Poznaniu, Bydgoszczy oraz Pruszczu Gdańskim.
Agencja kierowała cudzoziemców do pracy fizycznej na rzecz innych przedsiębiorców. To ważny element sprawy, bo po drugiej stronie byli zwykli pracodawcy, hale, grafiki, zmiany i ludzie, którzy przychodzili do pracy tak jak inni. Tyle że część dokumentów, jak twierdzą śledczy, była fałszywa.
Za podrobioną legitymację studencką i zaświadczenie o statusie studenta cudzoziemcy mieli płacić około 1200 zł. Dla wielu osób przyjeżdżających do Polski to nie są drobne pieniądze. To często równowartość kilku tygodni oszczędzania, czasem pożyczka od rodziny. I właśnie na takich ludziach podobne układy zwykle żerują najłatwiej.

Przeszukania i zatrzymania
W ubiegłym tygodniu funkcjonariusze Straży Granicznej weszli do miejsc w Poznaniu oraz Pruszczu Gdańskim. Zabezpieczono dokumentację pracowniczą, sprzęt elektroniczny, telefony komórkowe oraz kolejne podrobione dokumenty.
Zatrzymano trzy osoby: 28-letnią obywatelkę Białorusi Palinę H., 38-letnią Polkę Katarzynę D. oraz jej męża, 40-letniego obywatela Ukrainy Nazara D.
Prokuratura przedstawiła Katarzynie D. i Palinie H. zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Nazar D. usłyszał cięższy zarzut – kierowania taką grupą. Wszystkim podejrzanym zarzucono także posługiwanie się podrobionymi dokumentami w postaci legitymacji studenckich i zaświadczeń oraz ułatwianie cudzoziemcom nielegalnego pobytu na terytorium Polski.
Czytaj też: Próba skażenia 30 tys. ton zboża w gdańskim porcie
Areszt dla dwóch osób
Sąd Rejonowy w Pruszczu Gdańskim w czwartek ubiegłego tygodnia zdecydował o zastosowaniu aresztu wobec Katarzyny D. oraz Nazara D. Palina H. nie trafiła do aresztu, ale została objęta dozorem policji. Ma też zakaz opuszczania kraju, zatrzymano jej paszport i zastosowano poręczenie majątkowe.
Katarzynie D. oraz Palinie H. za udział w zorganizowanej grupie przestępczej grozi do 8 lat więzienia. Nazarowi D., któremu śledczy zarzucają kierowanie grupą, grozi do 15 lat za kratami.
To już nie jest drobne „załatwienie papierów”, jak czasem próbuje się przedstawiać takie sprawy. W grę wchodzą poważne zarzuty, zorganizowany mechanizm i dokumenty, które mogły otwierać drogę do legalnego funkcjonowania w Polsce osobom, które – według prokuratury – takich podstaw nie miały.

Zobacz także: Meksykańskie kartele szykują się na mistrzostwa świata 2026
Drugi wątek sprawy
Równolegle toczy się jeszcze jedno postępowanie. Pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Sieradzu badany jest wątek wytwarzania podrobionych legitymacji studenckich oraz zaświadczeń, które następnie miały trafiać na rynek.
To może oznaczać, że sprawa nie kończy się na jednej agencji zatrudnienia i kilku osobach. Jeżeli dokumenty były produkowane i rozprowadzane szerzej, śledczy mogą dojść do kolejnych odbiorców, pośredników albo firm korzystających z podobnego schematu.
Dla zwykłego człowieka ta historia ma jeszcze jeden wymiar. Kiedy nielegalny dokument zaczyna działać jak bilet do pracy, uczciwi pracownicy i przedsiębiorcy przegrywają z kombinatorami. Jedni płacą składki, pilnują formalności i czekają miesiącami na decyzje. Inni kupują „status studenta” za 1200 zł. I jakoś to idzie. Do czasu.
Czytaj też: 43-latek z Bangladeszu miał trzy fałszywe prawa jazdy
mn





