Prezydent Karol Nawrocki zdecydował, kto przez najbliższe lata będzie kierował Sądem Najwyższym. Nowym I prezesem SN został sędzia Zbigniew Kapiński, dotąd kojarzony przede wszystkim z Izbą Karną i kilkoma głośnymi decyzjami z ostatnich miesięcy. W Pałacu Prezydenckim podkreślano jego doświadczenie, ale wybór od razu wywołał polityczne napięcie. I to nie tylko po stronie przeciwników obecnej głowy państwa.
Decyzja zapadła mimo krytyki
Informację o powołaniu Kapińskiego przekazał rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz. Nowy I prezes Sądu Najwyższego ma objąć urząd w środę, 27 maja. Kadencja obecnej I prezes SN Małgorzaty Manowskiej kończy się dzień wcześniej.
Leśkiewicz zaznaczył, że prezydent wybierał spośród pięciu kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne SN. Kapiński miał w tym gronie najmocniejszy wynik – otrzymał 18 głosów. Pozostali kandydaci uzyskali od 8 do 13 głosów. To ważny szczegół, bo Pałac Prezydencki wyraźnie próbuje pokazać, że decyzja nie była politycznym kaprysem, tylko wynikała z procedury.
Na liście kandydatów byli także sędziowie Paweł Czubik, Tomasz Demendecki, Aleksander Stępkowski i Mariusz Załucki. Wszyscy zostali powołani do Sądu Najwyższego po zmianach w KRS wynikających z ustawy z 2017 r.
Sędzia od spraw karnych
Zbigniew Kapiński ma 63 lata. Urodził się 16 lutego 1963 r. w Mokobodach na Mazowszu. Prawo ukończył na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, a sędzią został w 1992 r. Zaczynał w Sądzie Rejonowym w Siedlcach.
Przez lata specjalizował się w prawie karnym. Szkolił sędziów, prokuratorów, adwokatów, radców prawnych i notariuszy. Był też egzaminatorem na aplikacji adwokackiej. Do Izby Karnej Sądu Najwyższego trafił w czerwcu 2022 r.
Rzecznik prezydenta mówił o nim jako o sędzi „niezwykle doświadczonym”, który zajmował się skomplikowanymi sprawami karnymi. Padło też przypomnienie, że Izba Karna SN ma bardzo duże obciążenie pracą. Dla zwykłego obywatela brzmi to może technicznie, ale w praktyce oznacza jedno: od sprawności takich izb zależy, jak długo ludzie czekają na ostateczne rozstrzygnięcia. Czasem miesiące. Czasem lata. A za każdym takim aktem jest czyjeś życie, firma, rodzina albo reputacja.
Pałac chwali odwagę
Najmocniejsze słowa Leśkiewicza dotyczyły jednak nie biografii, ale postawy Kapińskiego wobec obecnego rządu. Rzecznik stwierdził, że nowy I prezes SN był tym, który „jako pierwszy sprzeciwił się łamaniu praworządności”.
W Pałacu Prezydenckim przypomniano dwie sprawy. Pierwsza dotyczyła mandatów poselskich Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Kapiński, zastępując wtedy nieobecną I prezes SN, uznał na początku stycznia 2024 r., że sprawa odwołania od wygaszenia mandatu Kamińskiego powinna trafić do Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych.
Druga sprawa to uchwała Izby Karnej SN z końca września 2024 r. Pod przewodnictwem Kapińskiego orzeczono, że przywrócenie Dariusza Barskiego ze stanu spoczynku i powołanie go na prokuratora krajowego w 2022 r. miało skuteczną podstawę prawną. Według tego stanowiska odsunięcie Barskiego przez ówczesnego prokuratora generalnego Adama Bodnara było przykładem instrumentalnego wykorzystania prawa.
Widać więc jasno, dlaczego ta nominacja ma ciężar większy niż zwykła zmiana na szczycie instytucji. Sąd Najwyższy znów znajduje się w centrum sporu o państwo. I nikt nawet specjalnie nie udaje, że jest inaczej.
Czytaj też: Rezygnacja Sławomira Cenckiewicza z BBN. Ostry spór o decyzję
Cień sprawy Wałęsy
Wybór Kapińskiego nie wszystkim po prawej stronie przypadł do gustu. W tle wróciła sprawa orzeczenia Sądu Apelacyjnego w Warszawie z sierpnia 2000 r. W składzie orzekającym zasiadał wtedy Kapiński, a sąd uznał, że Lech Wałęsa złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne, iż nie był agentem służb PRL.
Leśkiewicz przekonywał, że w 2000 r. sąd nie miał dostępu do wszystkich dokumentów, które są znane dziś. Podkreślał też, że prezydent Nawrocki nie ma wątpliwości co do przeszłości Wałęsy i zna argumenty w tej sprawie. Innymi słowy: Pałac nie broni tamtego rozstrzygnięcia jako politycznej prawdy, lecz tłumaczy je realiami tamtego czasu.
Podobnie wcześniej wypowiadała się Małgorzata Manowska. Jej zdaniem obciążanie dziś członków tamtego składu orzekającego wiedzą, której wtedy nie mogli mieć, jest nierzetelne i niesprawiedliwe.

Spór także w obozie prawicy
Najciekawsze jest jednak to, że krytyka nie przyszła wyłącznie z jednej strony sceny politycznej. Dziennikarze pytali rzecznika prezydenta, czy Nawrocki brał pod uwagę sobotni wpis Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS nie wskazał nazwiska wprost, ale dał do zrozumienia, że nie wyobraża sobie Kapińskiego jako I prezesa SN.
Jeszcze mocniej zareagował Sławomir Cenckiewicz. Po ogłoszeniu decyzji napisał w serwisie X, że prezydent popełnił „straszny błąd”. To mocne słowa. Zwłaszcza że padają nie z obozu rządzącego, lecz od osoby kojarzonej z prawicową wrażliwością historyczną.
Leśkiewicz odpowiadał, że prezydent podjął decyzję samodzielnie. Przyznał, że Nawrocki znał komentarze i szanuje głosy krytyczne, ale uznał, że o wyborze powinien przesądzić cały dorobek zawodowy Kapińskiego, jego postawa i dotychczasowa praca sędziowska.
Kadencja na sześć lat
Zgodnie z przepisami I prezesa Sądu Najwyższego powołuje prezydent na 6-letnią kadencję spośród pięciu kandydatów wskazanych przez Zgromadzenie Ogólne SN. Ta procedura nie poszła gładko. Rozpoczęła się w lutym, ale z powodu braku wymaganego kworum kandydatów udało się wyłonić dopiero za trzecim podejściem.
Ostateczne głosowanie odbyło się 27 lutego. Teraz etap wyboru został zamknięty decyzją prezydenta.
Kapiński wchodzi więc na stanowisko w momencie, gdy spór o sądy w Polsce wcale nie wygasa. Przeciwnie – może znów przyspieszyć. Dla jednych będzie gwarantem oporu wobec działań obecnego rządu. Dla innych symbolem kontynuacji linii, którą krytykują od lat. A dla zwykłego człowieka? Najważniejsze będzie coś prostszego: czy Sąd Najwyższy będzie działał sprawnie, przewidywalnie i bez wrażenia, że każda decyzja od razu staje się amunicją w politycznej wojnie.
Czytaj też: Manowska porównuje propozycje rządu do stanu wojennego
mn





