Rząd Donalda Tuska może mieć problem, który częściowo stworzył sobie sam. Wprowadzając program „Ceny Paliwa Niżej”, pokazał Polakom coś bardzo ważnego: gdy ceny paliw zaczynają wymykać się spod kontroli, państwo może interweniować i realnie obniżyć kwotę widoczną na pylonie stacji.
I właśnie dlatego CPN może dziś działać jak polityczna pułapka.
Kiedy ceny znowu rosną, kierowca nie musi znać notowań ropy Brent, kosztów frachtu przez cieśninę Ormuz ani konstrukcji podatku od nadzwyczajnych zysków. Pamięta za to prostą rzecz: kilka tygodni temu państwo potrafiło sprawić, że na stacji było taniej.
Raz pokazali, że można
Pierwsza odsłona CPN obowiązywała od końca marca do końca czerwca. Pakiet obejmował m.in. obniżkę podatków oraz maksymalne ceny detaliczne paliw. Rząd sam szacował później, że dzięki programowi kierowcy płacili wyraźnie mniej niż zapłaciliby bez interwencji. Pierwotne rozwiązania wymagały jednak zmian ustawowych, a więc także przejścia przez parlament i udziału prezydenta w procesie legislacyjnym.
Ale znacznie ciekawsze z dzisiejszej perspektywy wydarzyło się w sierpniu.
Prezydent Karol Nawrocki 24 lipca skierował do Trybunału Konstytucyjnego ustawę nakładającą podatek od nadzwyczajnych zysków ze sprzedaży paliw. Rząd wyliczał, że rozwiązanie miało przynieść około 4 mld zł, które mogłyby posłużyć do finansowania działań osłonowych.
Mimo braku tych pieniędzy CPN wrócił.
Od 17 do 31 sierpnia rząd ponownie obniżył VAT na paliwa z 23 do 8 proc. i wprowadził maksymalne ceny detaliczne. Na dwutygodniową odsłonę programu znalazł w budżecie blisko pół miliarda złotych. Ministerstwo Energii mówiło wprost, że program jest finansowany z budżetu mimo skierowania ustawy podatkowej do TK.
I to jest dziś dla rządu niewygodny precedens.
Prezydent może zablokować podatek. Ale czy blokuje CPN?
Rząd ponownie chce sięgnąć po podatek od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych. Projekt wrócił na posiedzenie Rady Ministrów 15 września. Według założeń chodzi ponownie o około 4 mld zł, które mają pomóc finansować obniżenie kosztów paliwa dla kierowców.
Politycznie wygodne byłoby więc przedstawienie sprawy w prosty sposób: jest podatek, są pieniądze na CPN; nie ma podpisu prezydenta, nie ma pieniędzy. Tyle że sierpień komplikuje taki przekaz.
Bo rząd już raz pokazał, że brak wpływów z nowego podatku nie oznacza automatycznie braku możliwości uruchomienia czasowych osłon. Znalazł pół miliarda złotych i uruchomił CPN mimo trwającego sporu z Pałacem Prezydenckim.
Nie oznacza to oczywiście, że bez prezydenta można w nieskończoność finansować wielomiliardowy program. Budżet nie jest z gumy. Pełna, długotrwała osłona kosztowałaby miliardy, a każde takie działanie oznacza albo niższe dochody podatkowe, albo dodatkowe wydatki, przesunięcia w budżecie bądź większe zadłużenie.
Ale pytanie kierowców może być znacznie prostsze: skoro w sierpniu znaleźliście pieniądze, to dlaczego teraz nie możecie zrobić tego ponownie?
CPN stworzył oczekiwanie
Na tym właśnie polega pułapka CPN.
Program miał być nadzwyczajną odpowiedzią na nadzwyczajny kryzys. Problem w tym, że nadzwyczajny instrument, który raz skutecznie trafia do kieszeni milionów ludzi, bardzo szybko staje się punktem odniesienia.
Rząd sam komunikował w sierpniu, że obniżka VAT powinna zmniejszyć cenę paliwa o około 90 groszy do ponad złotówki na litrze. Minister Energii każdego dnia publikował maksymalną cenę, a pod koniec sierpnia Pb95 nie mogła kosztować więcej niż 6,64 zł, a diesel 7,31 zł za litr.
Takich liczb kierowcy nie zapominają szybko.
Jeśli kilka tygodni później cena diesla zaczyna krążyć w okolicach 9 zł, pytanie nie brzmi już wyłącznie: „dlaczego ropa na świecie jest droga?”. Pojawia się drugie: „co zrobi z tym państwo?”
I odpowiedź „potrzebujemy najpierw nowego podatku i podpisu prezydenta” zderza się z sierpniowym doświadczeniem, gdy rząd znalazł środki i CPN uruchomił.
Rząd stworzył sobie bardzo trudny punkt odniesienia
CPN był skutecznym narzędziem osłonowym, ale jednocześnie stworzył polityczne oczekiwanie. Państwo pokazało obywatelom, że może ingerować w ceny paliw i że w sytuacji kryzysowej jest gotowe ponosić tego koszt.
Od tego momentu cofnięcie się do argumentu, że ceny wyznacza wyłącznie światowy rynek, staje się znacznie trudniejsze.
Prezydent może mieć wpływ na to, czy wejdzie w życie nowy podatek od nadzwyczajnych zysków. Może więc mieć również wpływ na to, skąd rząd pozyska dodatkowe miliardy na większy program osłonowy.
Ale sierpniowy CPN pokazał jednocześnie, że brak tych 4 mld zł nie oznacza całkowitego związania rządowi rąk.
I właśnie tutaj zatrzaskuje się pułapka. Rząd raz powiedział kierowcom: „możemy obniżyć wam cenę paliwa”. Teraz, gdy przy dystrybutorach znowu robi się bardzo drogo, musi liczyć się z najprostszą możliwą odpowiedzią:
„Skoro mogliście wtedy, zróbcie to jeszcze raz”.
Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.
Nie kończ na jednym tekście
Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.





