Mundial ma być świętem piłki, ale w Meksyku już widać także drugą stronę tego biznesu. Tam, gdzie pojawią się miliony turystów, pieniądze, hotele, bary i bilety z drugiej ręki, tam swoją szansę widzą kartele. Według badacza bezpieczeństwa Victora Manuela Sancheza Valdesa przestępczość zorganizowana przygotowuje się do zarabiania na turnieju w wielu miejscach naraz. I nie chodzi tylko o narkotyki.
Wielki turniej, wielki łup
Mistrzostwa Świata 2026 odbędą się w Meksyku, USA i Kanadzie. Meksyk liczy, że sam turniej przyciągnie nawet 5,5 mln turystów. To potężny zastrzyk dla hoteli, restauracji i usług. Ale też łakomy kąsek dla grup, które od lat żyją z przemocy, strachu i szarej strefy.
Sanchez Valdes w lokalnym radiu wskazuje osiem obszarów, na których kartele mogą zarabiać: narkotyki, przymusowa praca seksualna, haracze, podróbki, fałszywe bilety, fikcyjne usługi turystyczne, nielegalne zakłady oraz pranie pieniędzy.
Najprostszy scenariusz to handel narkotykami w miejscach, gdzie będą kibice – przy stadionach, w strefach kibica, hotelach, barach i klubach. Przestępcy mogą też uderzyć w kurorty poza miastami-gospodarzami, bo wielu turystów połączy mundial z wakacjami.

Jeszcze ciemniejsza strona to wykorzystywanie seksualne. Według danych przywoływanych w materiale aż 97 proc. przypadków przymusowej pracy seksualnej w Meksyku pozostaje bezkarnych. To liczba, która właściwie mówi wszystko. Ofiarami padają kobiety, mężczyźni i dzieci, czasem także osoby wcześniej uznane za zaginione.
W dodatku proceder coraz częściej przenosi się do internetu. Werbunek może odbywać się pod przykrywką ofert pracy dla modelek, promotorek albo osób do towarzystwa. Potem dochodzą krótkoterminowe wynajmy i „usługi z dojazdem”. Trudniej to wykryć. Łatwiej ukryć.
Zobacz też: Mundial 2026: zobacz maskotki piłkarskiego turnieju
Haracze i fałszywe okazje
Na mundialu mogą ucierpieć też zwykli przedsiębiorcy. Restauracja przy stadionie, sklep z pamiątkami, mały punkt z jedzeniem – każdy może usłyszeć, że musi zapłacić za „ochronę”. Odmowa w takich warunkach nie jest zwykłą decyzją biznesową. To ryzyko przemocy.
Kibice także będą celem. Fałszywe bilety, duplikaty wejściówek, fikcyjny transport, lewe noclegi – to wszystko może uderzyć szczególnie w tych, którzy przyjadą spontanicznie i będą szukać okazji pod stadionem. A okazja w takim miejscu bywa po prostu pułapką.
Do tego dochodzą podrabiane koszulki. Oficjalne produkty są drogie, więc czarny rynek ma pole do popisu. Dla turysty to tańsza pamiątka. Dla kartelu – kolejny strumień gotówki.
Czytaj też: Mundial 2026: gdzie zamieszkają wszystkie reprezentacje?
Pieniądze znikną szybciej niż kibice
Ekspert ostrzega też przed praniem pieniędzy. Mundial trwa krótko, więc łatwo stworzyć tymczasowy bar, sklep czy punkt usługowy. Obroty są duże, chaos jeszcze większy. Zanim urzędnicy sprawdzą, co naprawdę działo się w kasie, firma może już zniknąć.
W Guadalajarze szczególnie silną pozycję ma CJNG. W stolicy działają m.in. Union Tepito, Cartel de Tlahuac i inne grupy. W Monterrey obecne są m.in. CJNG, Cartel del Noreste i Cartel de Sinaloa. Innymi słowy: każde miasto ma własny układ sił.
Mundial ma przyciągnąć kibiców, emocje i wielkie pieniądze. Problem w tym, że nie wszyscy będą chcieli zarabiać legalnie. A zwykły turysta, który przyjedzie po mecz i pamiątkę, może bardzo szybko trafić w środek gry, której zasad nikt mu wcześniej nie wyjaśnił.
mn/PAP





