Mundial w trzech krajach. Piłkarzy czeka logistyczny maraton (FOTO: canva)

Mundial w trzech krajach. Piłkarzy czeka logistyczny maraton

Mistrzostwa Świata 2026 będą turniejem rekordowym nie tylko dlatego, że zagra w nich 48 drużyn. To będzie także mundial rozciągnięty na pół kontynentu – od Vancouver i Seattle po Miami, Meksyk i okolice Nowego Jorku. Piłkarze będą grać, regenerować się, pakować i znów lecieć. A kibice? Cóż, wielu z nich szybko odkryje, że „stadion w Bostonie” nie zawsze znaczy Boston.

Największy turniej w historii

FIFA po raz pierwszy organizuje mundial w trzech państwach jednocześnie: Meksyku, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. W kalendarzu znalazły się 104 mecze, 16 miast-gospodarzy i 48 reprezentacji. To oznacza skok z 32 do 48 drużyn, czyli o 50 proc. więcej uczestników niż na poprzednich mundialach. Liczba spotkań wzrosła jeszcze mocniej – z 64 do 104, a więc o 62,5 proc.

Brzmi imponująco. I jest imponujące. Ale za tym rozmachem idzie logistyka, której piłkarski świat jeszcze nie widział. Stadion w Vancouver i stadion w Mexico City dzieli w linii prostej około 3900 km. Z Miami do Seattle jest ponad 4300 km. To nie są przejazdy autokarem po Europie, gdzie po meczu można wrócić do bazy późnym wieczorem. Tu często w grę wchodzi lot, zmiana strefy czasowej, kontrola bezpieczeństwa, hotel, trening regeneracyjny i kolejny mecz za kilka dni.

Stadiony Mundial 2026 – lista miast i obiektów

Stadiony daleko od siebie

Największe odległości robią wrażenie nawet na mapie. Vancouver – Mexico City to podróż z Kanady do serca Meksyku. Seattle – Miami to niemal przekątna Stanów Zjednoczonych. Do tego dochodzą miasta, które w nazwach turniejowych bywają lekko „upiększone”. Boston Stadium znajduje się w Foxborough, Dallas Stadium w Arlington, a New York New Jersey Stadium w East Rutherford. Dla kibica to konkret: dodatkowy pociąg, autobus, taksówka, czasem nocleg poza centrum.

I tu zaczyna się codzienność takiego mundialu. Kto kupi bilet na mecz „w Nowym Jorku”, może szybko zorientować się, że do stadionu musi jeszcze dojechać do New Jersey. Kto planuje obejrzeć dwa mecze w różnych częściach kraju, nie będzie układał trasy jak weekendowego wypadu. Raczej jak małą ekspedycję. Z walizką, aplikacją linii lotniczej i modlitwą, żeby lot nie był opóźniony.

Nie wszyscy polecą tyle samo

Najbardziej odczują to drużyny, które dostały rozrzucony terminarz. Według zestawienia Sofascore najdłuższą trasę w samej fazie grupowej ma pokonać Bośnia i Hercegowina – 3129 mil, czyli około 5035 km. Jej droga prowadzi z Toronto do aglomeracji Los Angeles, a potem do Seattle. To trzy mecze, ale pod względem podróży prawie mały objazd po kontynencie.

Bardzo trudny układ ma też Algieria. W fazie grupowej czeka ją trasa Kansas City – San Francisco – Kansas City. Sofascore wylicza ją na 2998 mil, czyli około 4825 km. Inne zestawienia podają podobny rząd wielkości – około 4800 km. To szczególnie niewygodne, bo drużyna nie przesuwa się spokojnie w jednym kierunku, tylko odbija się od środka USA na Zachodnie Wybrzeże i wraca. Trochę jak ping-pong, tylko z zawodnikami, sztabem, sprzętem i presją mundialu.

Dalej na liście są m.in. Czechy, Republika Południowej Afryki, DR Konga i Ekwador. Czechów czeka droga z Guadalajary do Atlanty i Mexico City, RPA zacznie w Mexico City, potem poleci do Atlanty, a następnie do Monterrey. To pokazuje, że ten turniej będzie nierówny nie tylko sportowo. Jedni będą mogli złapać rytm w jednym regionie, inni już po pierwszym meczu zaczną wielkie pakowanie.

Egipt może odetchnąć

Są też szczęśliwcy. Egipt po przybyciu do północno-zachodniej części kontynentu będzie miał wyjątkowo wygodny układ: Seattle – Vancouver – Seattle. Sofascore wylicza tę trasę na 254 mile, czyli około 409 km. To dystans, który da się porównać bardziej do mocniejszej podróży regionalnej niż mundialowego maratonu lotniczego.

Podobnie korzystnie wyglądają trasy Paragwaju, Panamy, Senegalu, Francji i Norwegii. Francja ma w grupie poruszać się po wschodniej części USA: Nowy Jork/New Jersey, Filadelfia, Boston. To wciąż duży turniej, ale bez skakania z wybrzeża na wybrzeże. Różnica jest ogromna. Jedna drużyna może po meczu spokojnie wrócić do bazy i zacząć regenerację, inna spędzi sporą część kolejnego dnia w powietrzu albo na lotnisku.

Zmęczenie też gra

To może mieć znaczenie na boisku. Nie przesądzajmy wyników – piłka lubi kpić z kalkulatorów – ale regeneracja w turnieju jest bezcenna. Dodatkowe 3000 czy 5000 km w nogach nie oznacza automatycznie porażki. Może jednak oznaczać krótszy sen, mniej spokojny trening, większe napięcie organizacyjne i drobne zmęczenie, które wychodzi w 70. minucie.

Dla kibiców skutki będą jeszcze bardziej przyziemne. Droższe bilety lotnicze, hotele w kilku miastach, urlop rozpisany nie pod mecze, ale pod przesiadki. Kto pojedzie za Bośnią i Hercegowiną albo Algierią, nie będzie tylko kibicem. Będzie też logistykiem. Z własnym budżetem, mapą i nerwami.

Mundial nowej skali

Mistrzostwa Świata 2026 mają być świętem futbolu większym niż wszystkie poprzednie. I pewnie będą. Pełne stadiony, wielkie miasta, trzy kraje, ogromny rynek, telewizje z całego świata. Tyle że ten rozmach ma swoją cenę.

Ten mundial nie będzie kameralny. Nie będzie wygodny. Będzie wielki, głośny i miejscami męczący. Dla jednych stanie się piłkarską przygodą życia. Dla innych – testem odporności na lotniska, upał i nieustanne zmiany planów. A piłkarze? Oni będą musieli robić to, co zawsze: wyjść na boisko i udawać, że poprzednie 2500 km nie miało znaczenia.

mn



Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.


Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.